A Ty? Po co miałeś Tindera?

Tinder jest trochę jak o dwa piwa za dużo w środku tygodnia. Albo jak świadomość, że drugi raz z rzędu jesz na śniadanie donuta z różową polewą. Albo jak spotkanie z niezbyt lubianym znajomym tylko dlatego, że doskonale wiesz, że nie masz innych alternatyw na wieczór. Tinder jest takim guilty pleasure, ale mam wrażenie, że w pakiecie nie ma wyrzutów sumienia. 

Każdy miał, ma albo będzie mieć. Niektórzy go ukrywają, niektórzy spotykają się codziennie z kimś innym, inni piszą tylko po pijaku na imprezach, jeden będzie uparcie szukać miłości, a drugi mimo że ma dziewczynę to chce sprawdzić czy wciąż podoba się innym. Gorzej jeśli przyjaciółka dziewczyny też Tindera ma.

Tinder zawładnął światkiem randek i przeniósł czerwone róże na poziom giphów z machającymi fokami na dzień dobry. Wszyscy przesuwają w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, na całym świecie wciąż ten sam ruch. Ale… po co to wszystko?

tumblr_mw9wjf0myx1rcmnfdo1_500

Nie pamiętam po co założyłam Tindera. Może chciałam się dowartościować, może wyjść od czasu do czasu na randkę, może jedynie zobaczyć co to za głupota. Nie korzystając z niego wcale przypomniało mi się o tej darmowej puli mężczyzn, kiedy rok temu pędziłam autobusem w stronę Krakowa, żeby ostatecznie się do niego wprowadzić. Trochę ocierając łzy sobie, a trochę przyjaciółce gnałyśmy w nowy świat zostawiając dom. Perspektywa przystojnych krakowian zdecydowanie dodawała nam otuchy.

Co oczywiste, mężczyźni na Tinderze są pewnymi siebie kozakami. A to, że cross fit, że wesoły i otwarty, że dużo pasji, a ja to w ogóle też wydaje się być interesująca, że on i ja, ja i on, co za wspaniała para! Nudne to bardzo, ale bywało miłe. Odezwał się mężczyzna z brodą. Był przystojniejszy niż mój były chłopak, więc z satysfakcją mu odpisywałam. On, błyskotliwy i starszy, byłam zachwycona!

Kilka dni później stojąc w kasie w sklepie spotkałam oczywiście mój Tinderideał. Zanim zdążyłam się do niego uśmiechnąć On obrócił się zdecydowanie i ze sklepu wyszedł. Kilka godzin później czekała na mnie wiadomość. Miło było Cię zobaczyć. A mi przypomniało się, że ideał to określenie nie tyle subiektywne co najczęściej chwilowe.

Między wiadomościami, które komunikowały mi, że mam ładne usta, włosy, pytały „me you river and sex?”, albo proponowały wspólne tańce we Franticu pojawił się kolejny On, który zasługiwał na wielkie o. Tak, był to ponownie ideał.

tumblr_o3km73ba2l1uyzmr4o1_500

Spotkaliśmy się kilka razy w najmodniejszych miejscach Krakowa. Mówił powoli i niedbale, nosił rurki, bordową koszulę, miał dziarę na przedramieniu. Gadaliśmy o mediach, modzie (serio), zaułkach miasta, wojnie i studiach. Idąc, ja w moim czarnym kapeluszu, on w swoim modnym snapbacku byliśmy najpiękniejszą parą na Floriańskiej. I poza tym, że dowiedziałam się, ze wyglądam jak Jego była dziewczyna (bitch please…) to wszystko było jak najbardziej w porządku. Powoli planowałam w przyszłości oddać procent podatku na Tindera…

Ale później dowiedziałam się od mojego ideału, że bardzo cieszy się z naszych częstych spotkań. „Bo wiesz ludzie brzydcy dobierają się razem, ludzie ładni razem, są jeszcze ci średni, ale o nich to już w ogóle szkoda mówić”. Czułam, że jego dłoń ciąży mi w talii jak jakiś głaz. Głaz pozerstwa i zerowej inteligencji. W mojej małej randkowej historii była to wtedy historia najgorsza. Oczywiście, tamto spotkanie było naszym ostatnim. Piękna para z Floriańskiej uciekła wraz z oparami wyobrażeń.

Zaraz później rozwinęła się jakaś lawina kontaktów, wiadomości, urywanych spotkań. Ja i moje przyjaciółki zasypywałyśmy się historiami. Jeden obiecywał romantyzm, a nie odezwał się później ani razu, drugi nie przyszedł na spotkanie, trzeci było egocentrycznym dupkiem, którego trzeba było wiecznie przekonywać o jego zajebistości. I tak nieskończenie dalej. Zapominałam o tej aplikacji, aż w końcu nieodwracalnie (nooo, prawie) usunęłam ją.

I oczywiście były też znajomości przyjemne, ciekawe, a jeśli nawet nie znajomości to chociaż wymiana zdań, przyjemny komplement, inteligentny flirt. Ale skupiłam się na większości, a też całej prywaty nie chcę Wam sprzedawać.

tumblr_nydna6wxib1r40g12o1_500

Zastanawiam się cały czas. Po co? Po co ustawiamy sobie to najlepsze selfie albo zdjęcie z podróży, żeby znów być zaakceptowanym zielonym przyciskiem. Po co znów piszemy „siemka, co tam?”, po co nam kolejne i kolejne spotkania, które zaraz po ich zakończeniu okazują się bezsensowne, nieważne. Jak dwójka ludzi zupełnie sobie obcych ma nagle wyczarować chemię, magię, ten nieuchwytny błysk zauroczenia. Czy będziemy w stanie mówić sobie słowa, które wzruszają, obiecywać piękno, wkurzać się bez powodu, bo aż tak nam zależy? Mam wrażenie, że większość tych znajomości traktujemy z arogancką lekkością, delikatnym pobłażaniem. Łatwo można się pośmiać, machnąć ręką, wkręcać kogoś. Jesteśmy panami Internetu, własnego wizerunku, ładnie sprzedajemy siebie.

Fakt faktem, dawno temu to przez Tindera właśnie popłynęły mi łzy, kiedy trafił się ktoś kto był wartościowy bardziej niż mięsień na siłowni, ale po czasie wiem, że to nie moje serce płakało tylko moja własna niesamowicie wrażliwa próżność. Więc bez żalu wypisuje się z tego świata i nie matchuje już przed snem.

14813690_828006027339849_43288707_n

Ale z drugiej strony, jeśli mamy ochotę na te randki, na mistyfikację, na rozczarowanie albo poznanie kogoś zupełnie spoza listy twoich znajomych na fejsie to właściwie nie ma w tym nic złego. Dobrze jest czasami ubrać ulubioną sukienkę i wejść w zupełnie inny świat w towarzystwie kilku kieliszków wina. Nawet jeśli jest to bezcelowe to co z tego? Co ma cel i po co iść tylko do celu? W końcu, wszyscy podświadomie i nieśmiało trochę poszukujemy miłości. Kogo obchodzi w jaki sposób?

Więc jeśli nie matchujesz własnie od dwóch godzin szukając jakiegoś wydziaranego Don Kichota to nie jest jeszcze z Tobą tak źle. A jeśli jesteśmy już przy miłości, tym dwóm parom, które pokochały się przez aplikację serdecznie gratuluję i wciąż jestem w szoku. To Wy będziecie płacić Tinderowi procent podatku, nie ja.

Z bardziej analogowymi wyrazami miłości,

Carrie Bradshaw

Julia Smoleń

Advertisements

One thought on “A Ty? Po co miałeś Tindera?

  1. Bardzo, bardzo interesujacy temat! Jestem zbyt staroswiecka na Tindera. Nigdy nie mialam i nie zamierzam miec. O dziwo, spotykam coraz wiecej par, ktore poznaly sie przez Tindera. Wydaje mi sie, ze odpowiedzia na „po co?” jest samotnosc. Jestesmy emocjonalnie skomplikowani bardziej niz kiedys, nie wiemy jak zakochac sie ‚zwyczajnie’ i jak kochac ‚po prostu’. Mamy tyle mozliwosci komunikacji, ze jestesmy troche „dzicy” i wciaz samotni. Niezaleznie od tego, czy szukamy bliskosci w seksie czy partnerstwie – po prostu szukamy bliskosci. Chcemy czuc sie wartosciowi i chwilowo da nam to ‚like’ czy ‚match’. Kiedys gdzies przeczytalam, ze jestesmy gotowi na milosc dopiero wtedy, gdy nauczymy sie kochac siebie. I cos w tym jest!
    Ksiaze z bajki sie w koncu zjawi i (poniewaz jest prawdziwym ksieciem) pokocha kazda „niedoskonalosc” ukryta na selfie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s