Mój dom to Wasz dom – Pamiętników dalszy ciąg

23.09 piątek, Toruń

Literki z worda pognały w inne słowa, zapisane teksty w inne miejsca, a Wheremag tu cichutko sobie czekał, łkał, cierpliwie tęsknił. Zdmuchnęłyśmy cały kurz z jego wirtualnych półek przy wspólnej kawie i zgodnie stwierdziłyśmy, że czas wrócić i przeprosić się nawzajem. Bo my też tęskniłyśmy, tak.

Dzisiaj zapakowałam mój 19-letni dobytek do ogromnej walizki w kwiaty. Po brzegi ciąży teraz vintage dżinsami, czarnymi marynarkami, koronkami, luźnymi sukienkami. Reszta posagu czeka już w Krakowie. Kilka plakatów, książki, płyty, jakieś zdjęcia, bibeloty, czerwone świeczki, zasuszone kwiaty, stara sznurówka, ulubione klipsy. Wszystko i nic. Mało i dużo. A tyle mam miłości do tych rzeczy.

Dom mi się rozproszył. Uczucie wyjazdu nadal pozostaje nieswoje, ale nie jest już abstrakcyjne, nierealne. Wracam do siebie. Do moich ulubionych krakowskich knajp, do nowego mieszkania, do swoich wspomnień, do swoich planów. Do rozczarowań, sukcesów, historii. Wracam z ciekawością, wracam z ekscytacją. A dom po tym roku zmienił swoją definicje. To idea, a nie miejsce. Dom jest tam gdzie jest ciepło. Takie ciepło jak polar zimą, jak mruczenie kota, jak zapach dobrej kawy, jak spełnione marzenie, jak zgrabny komplement. Dom mam w Toruniu, dom mam w Krakowie. Dom może być pod samymi gwiazdami, dom może być z jakimś Tobą.

Ten rok uświadomił co jest ważne. Ten rok uświadomił też, że dojrzewamy. A ten dzień, że dobrze jest wrócić tutaj. Och, to przecież też dom!

14423948_810913125715806_1028749521_o

24.09. sobota, Toruń

Cztery ściany licealnych wspomnień cisną we mnie piorunami i już nie wiem, w którym miejscu przeszłości czy przyszłości się znajduję. W przeszłości literatury, starych pamiętników, serialowych banałów czy w przyszłości z wyobrażeń i wciąż nowych marzeń. Moja miłość do słowa CHCĘ upaja się upałem bezustannego promieniowania. Ostatnie 20 lat spędziłam na wymyślaniu, czym jeszcze mogłabym się stać, do czego sobie zmierzać. Na domiar złego czytam teraz Flauberta i aż drżę z przestrachu nad własnym losem. Ty egoistko, ty. Jestem jak Pani Bovary. Rzucam się, tarmoszę w morzu pragnień na zmianę: dojmująco nieszczęśliwa i skrajnie zachwycona. Sobą, tobą, wszystkim.

A smutek puka w okno. Co rano.

Na stole leży Nana – rozkoszna zmiana, zostanę kurtyzaną.

25.09. niedziela, Kraków

Wydaje mi się, że faktycznie jestem w domu, ale po drodze z przystanku serce wciąż zawraca do dawnego mieszkania. Wstaję zbyt rano jak na siebie i robię sobie pierwszą oficjalną kawę tutaj. Kilka kropel zostało na obrusie. Tak, przedmioty już wiedzą, że tu mieszkam.

Mój pokój przypomina trochę dark room, a trochę jaskinie. Sznury światełek migoczą na meblach, ogniki błyskają w świecznikach, Nick Cave szepcze nową płytą, a ja w mojej ciemni milczę z nim utratę syna. Ale o dziwo nie czuję niebezpiecznego przytłoczenia, a mimo upartego głosu z głośnika, if you wanna live don’t breathe i zbliżającego się smogu mi oddycha się lekko.

Sprawdzam najnowsze wystawy, wydarzenia, czytam, przyklejam zdjęcia po pokoju i robię z niego wielki kolaż, piję już drugą dziś kawę, wymyślam sceny filmowe i pisze wszystko to co mi siedzi w sercu. I w tym drobnym chaosie uświadamiam sobie, że cały czas towarzyszy mi jedna myśl. Jesteś u siebie, mówi z pewnością.

A ja przygarniam tę myśl ciepło do siebie, bo chyba bałam się, że tu, w tej jesieni, w ogóle się nie pojawi.

14483668_811930228947429_1993835950_n

28.09 środa, w drodze w kierunku Wrocławiu

A jakby tak zawrócić? Boję się, a już nie chciałam tego czuć. Ziemia, co czeka na ostatnim peronie już nie jest wcale obca. To drugi dom. Oj, w głowie zgrzyta mi przymus, chociaż przecież każdy wybór popełniałam dobrowolnie. Bo w tym przypadku oporne jest dziecko, które po roku samodzielności wskrzesiły rodzinne obiadki, podwózki i kłótnie z mamą. Bachor jest leniwy, przeprowadzka to bagaż zbyt wielkiego kalibru. Nie chce czytać, załatwiać, dbać o reputację, płacić grube hajsy z własnego portfela. To niełatwe, takie dorosłe… może ciepła kolacyjka?

Chociaż trochę jestem zła na tego dzieciaka w mojej głowie, to w konfrontacji z włóczęgowskimi rozważaniami na temat przywiązania, stawiam na dumę. Już tłumaczę. Kiedy w sierpniu z dobytkiem na plecach przemierzałam plażą wybrzeże, słuchałam fal i marzyłam o przygodzie, myślałam o sierotach. Żeby nie czuć konsternacji, wystarczy zamienić obraz zmarzniętej Marysi na nieustraszonego Tomka Sawyera. To Stachura raz napisał, że chciałby być sierotą. Bez bagażu, bez zobowiązań, bez miłości, byłby wreszcie prawdziwie wolny. Kiedy zostałam beztroskim autostopowiczem z plecakiem, myślałam, że niczego nie wyznaję mocniej od wolności. Krzyczałam z morza w gwiazdy, sikałam przy drodze, wsiadałam w obce samochody i słuchałam o przygodach. Wydawało mi się, że właśnie posmakowałam esencji szczęścia, pozbyłam się ograniczeń. A potem wróciłam do domu, w ktorym nie potrafiłam usiedzieć nawet minuty, a każdy poranek z tym samym widokiem za oknem doprowadzał mnie do szału. Wtedy się zdarzyło się coś, co kazało mi przewartościować kilka spraw i teraz jestem dumna z tego dzieciaka w sobie. Znów nauczyłam się tęsknić. Zrozumiałam ile rzeczy zaniedbałam dla niezrozumiałych idei i jak wiele mogłam stracić. Robiąc kilka kroków w tył, poszłam o milę w przód.

02.10, niedziela Kraków

Tydzień temu wypakowywałam swetry z torby i ustawiałam kwiaty w wazonach. Zapaliłam pierwszą świeczkę i pierwszy raz bezproblemowo udało mi się otworzyć okno. Dzisiaj znów mamy niedzielę, a ja zastanawiam się czy minął rok, czy miesiąc, czy wieczność. Miasto mnie wchłonęło znów, a czas zmienił się w nieustannie wirującą migotliwą kulę.

Nasz dom z dnia na dzień zaczynał przypominać hostel. Walizka obok walizki, śpiwory, rozmnażające się kosmetyki w łazience, kawa ubywająca w przerażającym tempie, na kanapie kilka osób, a łóżka przypominały słoiki sardynek. Nie był to projekt x, ale sąsiedzi i tak już nas nie lubią.

14542869_816011685205950_126455585_n

Ale tydzień pędził dalej zapominając, że wakacje właśnie powoli się wyczerpują. Szukając lodów biszkoptowych, łażąc bez celu nad Wisłą, rozbijając się z winem po mieście, jedząc wybitnie ostry hummus, płacząc, krzycząc, zaprzyjaźniając się z kacem i będąc znowu razem lato powoli przeobrażało się z jesień.

Dlatego oficjalnie i właściwie bez żalu macham ze ledwo zauważalnymi łzami w oczach do Czerwca, Lipca oraz Sierpnia mocniej otulam się w koc i pokornie znoszę ciemność o 17.

6.10, czwartek Wrocław

Teraz u mnie minął tydzień i w deszczu skąpana biegam. Bynajmniej nie w stroju do tego przystosowanym. Mam akurat tyle frendzli, falbanek i zjeżdżających kokardek, żeby powiewające dopełniały szyk nieprofesjonalisty. Wrocławiu, wrócił As. Czasem trochę nieporadny, z infantylną ksywką, ale załatwia wszystko i wcale nie oczekuje za to wynagrodzenia! Każda ulotka dotrze na miejsce, każda kulturalna kulturalnie przekazana informacja trafi prosto do kalendarza melomana. Działać, nie spać, nie narzekać. Tyle by było z zapisu myśli sformatowanego umysłu wolontariusza.

Bardzo przyjemnie jest być nieprofesjonalistą. Chyba głównym motorem młodości są błędy i nauka (nawet jeśli ta jest tylko obiektem buntu i śmiesznym wiecznym wrogiem). Z kolei asekuracja jest nudna, smutna, blada i płacze ze zgryzoty. O czym opowiadałaby kultowa Aparatka, jeśli nie wpadałaby w tarapaty? Im człowiek głupszy, tym szczęśliwszy. Bardzo niedydaktycznie, ale prawdziwe. Smutne armie studenckie to rzecze młodych filozofów. Może i cierpienie generuje poezję, ale sztuki się szuka w byciu i bywaniu. Smutki są tylko odmianą życia. Wtedy nic się nie dzieje, tylko myśli biegają.

Dlatego wyzywam Was, pogrążeni w niemocy, by sobie na tę niemoc w futrzanych skarpetach pozwolić. Jednak najpierw zrobić coś niemądrego, poupajać się chwilą niemyślenia. Dopiero potem mrugać do siebie porozumiewawczo w lustrze, wspominać dzikie harce.

14527647_816046918535760_1267298478_n

Z tymi, co zrozumieli aluzję Asa, przybijam piąteczkę. Resztę namawiam mocno entuzjastycznie na kino stare dobre i polskie, „Hydrozagadkę” Kondradiuka. A żeby pojąć istotę zbyt górnolotnych rozważań kieruję na biblię literaturomanów, Grę w klasy! Tylko Cortazar śpiewa filozofią.

J&J

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s