Niech żyją sentymenty, czyli jak to jest wymagać od życia zbyt wiele

Witajcie, kochani!

Dzisiaj przed Wami kawałek naszej prywatności, myśli, skrawki kartek z dzienników (one będą wydawane, kiedy będziemy słynne, wtedy poczytacie więcej). Nie mamy pojęcia czy będzie to miało jakikolwiek kształt i formę, ale może gdyby miało to trzeba by zgodzić się z wizją Gombrowicza w Ferdydurkę. Dlatego, uciekając formie i maskom (witajcie lektury z klasy maturalnej!) dzielimy się z Wami naszym najintymniejszym światem- wnętrzem. Włączcie jazz, weźcie wino/herbatę/kawę/kakao i zabierajcie się za lekturę!

11848983_1639455106311890_1635598145_n

26.12.2015, Toruń

Zapomniałam jak smakuje toruńska kawa z Perksa, a klucze do domu mylą mi się z tymi, których używam w Krakowie. Z jednego świata powstały nagle dwa, które trochę ze sobą konkurują. Rywalizacja jest niezwykle wyrównana. Niby na południu mam swój Kazimierz, całkowitą wolność, ulubiony bar za rogiem ulicy. Przed oknami przejeżdżają dorożki, a okolica kamienic inspiruje. Ale to tutaj jest moja rodzina. Ta której nie wybierałam oraz ta, którą wybudowałam przez 12 lat (świadomego, choć nie zawsze) życia w Toruniu. No i są miejsca, które wywołują wspomnienia. Ba, wspomnienia bombardują gdziekolwiek pójdziemy. Między cegłami kamienic w centrum miasta są nasze dawne słowa, wnętrza barów pamiętają nasze upojenia, dramaty i szepty. Miejsca, w których płakaliśmy wciąż pachną nostalgią, a te, w których świętowaliśmy wciąż słyszą echo naszych zwycięstw i toastów. Jeden świat pachnie nowością, drugi domem i już sama nie wiem, który wybieram. Może wybierać nie muszę?

11262087_535601513284790_1708786763_n

03.01.2016, Wrocław

Wrocław wzywa a ja płaczę. Tęsknota robi z człowieka beksę. W Toruniu każda brudna cegła obrzuca mnie spojrzeniem zbitego psa. Bo skrzywdziłam, porzuciłam. Miesiąc temu czułam jakby zamrozili mi sumienie. Wyjechałam, jak chciałam. Szczęśliwa – nie przeszkadzać. Teraz cała się stapiam w jedną wielką kałużę sentymentów. (I chyba piszę tu poezję. Smutek naprawdę ubogaca.)
Postanowiłam nie pić kawy, więc przede mną Perks objawił smak swojej herbaty (również czaruje, polecam kawoszom). Już nie tak podobne, z racji inaczej pachnących filiżanek, wzdychałyśmy ciężko nad losem. Ostatnie spotkanie na miesiąc rozłąki, lubimy melodramaty.

A kiedy wróciłam do moich akademikowych krajobrazów, zrozumiałam ile piękna jest w tych łzach. Jak bardzo są szczere i jak wiele mówią o przeszłości. Wolontariuszując na noworocznej gali w NFM słuchałam najpiękniejszej na świecie muzyki miłości (jeśli masz nastrój na patrzenie w niebo, klikaj: „Lovers”). Przypomniałam sobie jak cudownie było siedzieć na scenie sali koncertowej ze gimnazjalną skośną grzywką i na swoim bardzo niesmartphonie puszczać ulubione poczciwie przesterowane kawałki. Bo dzieci muzyka DJ-ują czasem na klasycznie i myśląc, że tak to się robi wszędzie, szaleją do Vivaldiego. Dzisiaj siedziałam ukryta wśród widowni na schodku dla przybłędów. I płakałam jak bóbr – to był bardzo łzawy dzień.

05.01.2016, Kraków

Bo przecież, jeśli ktoś nie myśli nie może cierpieć. A z dwojga złego wolę czasem być blue niż pozbyć się mózgu (bądź, o zgrozo, wyobraźni!). To bardzo neurotyczne, bardzo kobiece. Jednego dnia przenosić góry, nosić dumnie czerwoną szminkę na ustach, podrywać z blaskiem w oku, dyskutować o książce Prousta (nie bądźmy zbyt poważni) Garance Dore, czuć się beztrosko silna. A co dzieje się jutro? Jutro jest szare i w swetrze. Bez perspektyw, z samotnością, przygryzaniem wargi do bólu, milionem żałosnych wpisów w pamiętników i smsów (jest źle, s.o.s). I jest okropnie smutno. Dlaczego? Bo myślisz.

A jak wspólnie doszłyśmy do wniosku, nie ma co za dużo analizować. Trzeba korzystać i przestać grymasić nad życiem. Czy nie brzmię jak rozpuszczona panienka, kiedy płacze mając tak piękną rzeczywistość? Skąd. Przecież powodem nie jest złamany paznokieć. Powodem jest niemiłość, rozczarowania i dorosły, zupełnie-niebeztroski świat. Ale dlaczego skupiać się na tych łzach, które plamią policzki tuszem do rzęs? Tak to już jest, moje życie składa się niezmiennie z „jestem szczęśliwa, mam swoje karmelowe latte i dużo pomysłów na siebie” lub „chcę się skulić w kącie, być kimś innym, być z kimś innym”.

11371292_452143118244183_789651267_n

5.01.2016, Wrocław

Nie wiem kim chcę być, mogę każdym. Przede wszystkim księżniczką, której w gruncie rzeczy nie obchodzą pieniądze, ale nowej sukienki nie odmówi (o matko – przecenione paryskie kiece w Mohito takie piękne!). Do tego jeździć po caałym świecie i mieć dom. W górach. Z psem i chłopcem. Kolejność dowolna. I jeszcze, żeby któryś z nich zrobił obiad i włączył Allena i zagrał na saksofonie. Śniadanie zrobię ja.

Hahah, a pięć lat temu najbardziej ze wszystkiego chciałam studiować i być wolna jak ptak! Julia, my się zamykamy w klatkach zbudowanych z własnych ambicji. My już o tym wiemy, czas odpuścić. Przesz to czas na wirowanie.

5.01.2016, Kraków 

Bo chodzi o to, że wymagamy od życia zbyt wiele. Chcę z niego tworzyć bajkę, a kiedy ktoś mówi, że mi się nie uda to mam ochotę go uderzyć (niedosłownie oczywiście, stop agresji!). A w bajkach przecież są i łzy i magia. Albo, łzy dzięki tej magii. Kiedy przyjaciółka jest obok, kiedy idziesz ośnieżonym Krakowem, kiedy pędzisz gdzieś pociągiem, kiedy planujesz podróż (Jagna, góry!!!), kiedy wymyślasz sobie historie przed snem, kiedy wspominasz takie chwile, że aż serce rośnie. I cholera jasna, nie wierz w bajki, jeśli nie chcesz, ale nie mów, że nam się nie uda. Cuda są wewnątrz jak pisze Świetlicki, a marzeń się nie odbiera.

Więc już nie będę przeżywać bezsensów. No, przynajmniej nie tak często. Póki mam jeszcze skrawki naiwności wrócę do książki o Zofii Stryjeńskiej, będę piła kolejny kubek herbaty truskawkowej, a wieczorem wyjdę do knajpy. Nie wiem, czy świat przez to zmieni swój kształt, ale chyba będę szczęśliwa. O tak, tego Wam życzę w nowym roku. Szczęścia, kochani.

(i miłości)

5.01.2016, Wrocław

A kiedy będziecie padać na twarz z dudniącym w głowie pytaniem „jak mogli ukraść mi kurtkę??” (serio -drastyczne, lecz prawdziwe) polecam, i pewnie nie zaskoczę: jogę! Strasznie jestem monotematyczna, wiem, ale wczoraj poczułam się jak starożytny pokojowy wojownik indyjski, który gładkim czołem i oddechem wyszarpuje ciemne myśli.
Życzę Wam, żeby zamiast wiecznie szukać >WOW<, odnaleźć piękne: ach. W ludziach, życiu i sytuacjach.

Wino, jazz i przyjaciele to najwspanialsze ach na świecie.

1

a tak bez ględzenia: po prostu znajdźcie to

4

Z gorącami buziakami, J&J

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Niech żyją sentymenty, czyli jak to jest wymagać od życia zbyt wiele

  1. Pięknie dziewczęta ❤ Jesteście mądre, piękne, eteryczne i ambitne. Nie ustawajcie, wszystko robicie tak, jak trzeba. Odwagi! 🙂

  2. Tak dobrze znam dzielenie swojego świata na dwie części. Już od liceum, ale teraz jeszcze bardziej, jeszcze poważniej i z większą ilością kilometrów. Nadal nie do końca nauczyłam się to akceptować, ale zaczynam dostrzegać dobre strony. Mogę łączyć te światy, ale wcale nie muszę. Mogę uciekać z jednego do drugiego, potem znowu wracać stęskniona, w każdym mogę tworzyć coś innego. Tęsknię bez przerwy, raz za jednym, raz za drugim, ale dzięki temu życie ma więcej smaku.
    Szczęśliwego Nowego Roku dla Was, w każdym z Waszych światów!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s