Ucieknij spod Wieży Eiffla- subiektywny przewodnik po Paryżu.

Każda kobieta po przeczytaniu How to be a Parisian autorstwa Caroline de Maigret zapragnie być Paryżanką. I nie chodzi tu wcale o te banały. O beżowy trencz i bluzkę w paski. Chodzi o związane w warkocz włosy i rozpuszczenie ich rano komentując- ach, co za noc. Chodzi o nonszalancję, upijanie się winem, rozkoszowanie się jedzeniem, spacerowanie chodnikiem kiedy każdy twój krok mówi- mam w sobie klasę.

Być paryżanką tu i teraz trudne nie jest. Każdy umie trochę pozować. Ale być paryżanką w Paryżu? Obok Prawdziwych Paryżanek? Wyzwanie!

Borykałam się z tym problemem dwa razy w jednym miesiącu (możecie mi współczuć, to ciężkie sprawy, trudne wspomnienia). Musiałam wybrać ubrania na przechadzanie się po paryskich ulicach.

Mogłabym zanudzać was historiami o przeklinaniu własnej szafy. O za długiej sukience. Za małej walizce. O niedopasowanych butach. O konwersacji- w co się ubierasz na Paryż. Powtarzanej kilka(naście) razy przed wyjazdem. Mogłabym, ale to nie nasz dzisiejszy temat. Bo okazuje się, że będąc w Paryżu zapominasz o tym jak wyglądasz, a po prostu jesteś. I nie wiesz w którą stornę spojrzeć. Ostatnie co zrobisz to baczne kontrolowanie własnego wizerunku w odbiciu witryny sklepowej.

11995540_638371969636590_1765164905_n

Bo Paryż to nie Wieża Eiflla, nie Łuk Triumfalny, nie Mona Lisa w Luwrze i katedra Notre Dame (choć ta akurat zapiera w piersi wszelki dech). Paryż to więcej niż turystyka, te wszystkie przewodnikowe miejsca gdzie nie znajdziesz dobrej kawy (ale drogą z pewnością!) i emigranci, którzy na każdym kroku krzyczą łan juroł wymachując małymi breloczkami w kształcie (szok!) wieży Eiffla.

Paryż ujawnia się nagle, kiedy zboczysz z drogi. Pojawia się mural z napisem Legalize brain, mała kawiarenka, mężczyzna w białej koszuli, który jedzie na hulajnodze, saksofonista, który musiał pracować dla soundttracków w filmach Woodego Allena, sklep vintage, który mogłabyś okraść w całości, kobiety o czerwonych ustach, lekki zapach dobrych perfum i świeżych pain du chocolate, przyjaciele siedzący nad kanałem z winem i bagietkami, czy starsza pani z dwoma pudelkami, które są ostrzyżone lepiej niż ich właścicielka.

Nagle widzisz prawdziwe życie miasta. Jego oddech, zapach, rytm. Wystarczy zgubić się, spalić mapę i uciec z Champs Elysses. Siedzisz przy kawie, jesz croissanty, śmiejesz się z przyjaciółkami i zanim przypomnisz sobie, że chciałaś być „paryska” to już taka jesteś. I chrzanić ubrania w takich chwilach.

11824004_638371079636679_46343049_n

A jeśli nie jesteście przekonani, zobaczcie co my odkryłyśmy w Paryżu. I idźcie tam KONIECZNIE przy najbliższej wizycie!

Shakespeare and company

New Image

W czasach, kiedy świat zalały Matrasy, a wraz z nimi, o zgrozo, niesamowicie wyciszające i relaksujące kolorowanki dla dorosłych, których plik już każdy dawno powinien mieć w domu, Shakespeare and company to idylla dla niezwyciężonych. Niedaleko turystycznego zgiełku, kilka przecznic od Notre Dame, na paryskiej Rue de la Bucherie, czeka na ciebie królestwo słowa. Wcale nie francuskiego! (tak, my też tylko szepczemy niepewnie bonjour, próbując ukryć chamski akcent) Shakespeare francuzem bynajmniej nie był, dlatego też jego znakomita kompania obejmuje najlepszych z najlepszych pisarzy z całego świata, których jeśli kupisz, poczytasz po angielsku.

1

Tutaj też nareszcie możesz przestać walczyć o uwagę. To nie plotki, przeciętny Paryżanin naprawdę cię nienawidzi, zwłaszcza, jeśli chcesz zostawić u niego pieniądze. Tu zza góry książek rozbrzmiewa cudowny brytyjski akcent czerwonoustej blondynki dyskutującej z klientem o literaturze. Chcesz poznać jej preferencje bliżej? To Danielle Haywood, która jak każdy pracownik ma swój profil na stronie księgarni z tematycznie pogrupowanymi „bookshelves„.

Jak już wiecie co widać, to teraz spróbujcie wczuć się w tę niepowtarzalną, dziwnie tajemniczą atmosferę. Książki zajmują tutaj absolutnie każdy wolny od stóp ludzkich skrawek. Wielki Gatsby w trzech wydaniach -wolisz wersję kieszonkową czy księgę całą w srebrze? Wszystkie dzieła Kerouaca, dalej Orwell, Wild, Homer, Goethe. Są komiksy, albumy, pocztówki, plakaty. Książkowy lumpeks przed wejściem, autograf od pisarza w środku. A konkurs na klimat wygrywa piętro. Skrzypiące, strome, całe przykryte cytatami schody prowadzą do prawdziwego ogrodu tajemnic. Tam wdychając odwieczny kurz, piszesz na maszynie, grasz na pianinie, czytasz zagubionych klasyków i wniebowzięty wzdychasz z zachwytu. To jest prawdziwe wyciszenie. To jest relaks. Serio, nie trzeba kolorować.

New Image4

A kto siedział przed wami na zielonym fotelu w rogu, dlaczego w księgarni jest łóżko lub co oznaczają wszechobecne maszyny do pisania dowiecie się z krótkiej historii o dobrm duchu Georgu Whitmanie TU.

Vintage shop- naprzeciwko Centre Pompidou

Co wizytę w galerii handlowej ogarnia mnie irytacja na widok lasek w rurkach, crop topach i kapeluszach (na ten widok moje serce już krzyczy- byłam pieeeerwsza!). Już nie chodzi mi o to, żeby wyglądać ładnie lub chudo lub modnie. Ja chcę wyrażać siebie, a ubrania traktuje jak kolejną dziedzinę sztuki. Oczywiście, w takich chwilach nie mówimy o ubraniach z Inditexu!

Więc Paryż był nadzieją. W końcu znajdę się w małym raju pełnym perełek. To przecież z tych małych, zakurzonych miejsc, gdzie huczy amerykański hip-hop, a sprzedawcy są zarozumiałymi homo we wzorzystych koszulach pochodzą modowe dzieła sztuki.

Nie ukryję, że chodząc po vintage shopach stawałam się coraz bardziej rozczarowana. Biała koronkowa bluzka przekraczała cenę trzech par moich butów, a za spódnicę w pawie pióra (którą swoją drogą zapamiętam do końca swoich dni) mogłabym pojechać do Berlina. W końcu, nie przejmując się zawartością swojego portfela, wzdychałam nad cudami i inspirowałam się co wieszak. Nie mówcie nikomu, ale bawiłam się lepiej niż w zatłoczonym Luwrze wśród Azjatów, biegających dzieci i miliona obiektywów.

11995715_642067169267070_502043727_n

W końcu odnalazłam swoje miejsce. Wielka hala naprzeciwko Centre Pompidou skusiła mnie obiecującym szyldem- vintage clothing. Znalazłam się w raju. Zamszowe kurtki, spódnice, wielkie okulary, koszule w kwiaty, dżinsowe szorty, złota biżuteria. Wszędzie kręcili się ludzie w za dużych spodniach i ciężkich butach. Właścicielka sklepu siedziała za ladą i ze spokojem zszywała martensy, podczas gdy jej okropnie przystojny mężczyzna mówił coś (zapewne o filozofii, obecnej sytuacji politycznej lub zapachu konwalii) po francusku.

Są takie miejsca które sobie wyobrażasz, o których mówisz, ze chciałabyś tam być, które planujesz, bo przecież kiedyś będziesz miała swój mały sklepik z biżuterią, czy knajpkę, gdzie jeździ się na wrotkach. Cokolwiek. Dla mnie artystyczne vintage shopy zawsze były miejscem idealnym, bajką dla nastolatek, więc kiedy się w nim znalazłam zapomniałam jak się oddycha, jak płynie czas i że mój telefon dzwonił dwa razy.

Na Disneyland’a mnie nie było stać to miałam namiastkę. O.

Croissant, Crepes i żabie udka

Processed with VSCOcam with f2 preset

Od razu powiem, że tych ostatnich nie jadłam i tym samym naraziłam się na kpiny kolegi obieżyświat (i ty chcesz być dziennikarką!?). Nie, nie żałuję. Może to sentyment przywodzący na myśl wspomnienia żabich domków nad jeziorem, albo strach przed zjedzeniem księcia. Nie wiem, ale lody, crepes i croissanty są przepyszne!

Na te pierwsze prowadzimy na plac pomiędzy Champs Elysees a Luwrem. Amorino -brzmi jak smakuje, niebiańsko. To lody-kwiaty i nie rzucam teraz kolejnej górnolotnej metafory gastronomicznej. Koniec z sympatycznymi poczciwymi gałeczkami, czas na paryskie płatki róż. Romantycznie zachrypniętym głosem rzucasz słodkie „petit” lub „grand”, „le cornet” lub „le pot” i to już wystarczy, by otrzymać przepustkę do świata nieskończonej ilości kolorowych smakowitości (ja przepraszam za te rymy, ale poezją budzą się we mnie te wspomnienia). Ładny pan, ładnie wyrzeźbi – randka z różą, Luwrem i francuzem odhaczona. Szczególnie polecamy pistację, kawę i amarenę (ćsiii, nie psujcie klimatu).

tumblr_nub6kbX2wx1uxbinvo1_1280

Crepes to francuski fast food. Naleśniki znajdziemy prawie na każdym rogu . W przeważającej części takich zakątków można się zastanawiać czy przypadkiem nie otrzymamy zakamuflowanego kebaba z majonezem nazwanym tu żartobliwie jajkiem – tak Turcja zawładnęła Francją. Ale węsząc wnikliwiej, ryzykując wejścia do podejrzanych na wpół przeżartych wilgocią spelunek macie szanse odnaleźć TO. Prawdziwe paryskie crepes, na papierowych tackach z plastikowymi sztućcami. Wtedy delektując się posiłkiem, nie masz powodów aktualizować insta. Jest chłodno, gwarno, staro – tak bardzo niereprezentacyjnie, tak bardzo parysko.

tumblr_nu471lzrIF1r3nzweo1_1280

Żeby uciec jeszcze dalej od obwieszonych lustrzankami Azjatów należy się zgubić. Kluczyć bez celu po labiryncie uliczek „tuniemanicdooglądania” i odkryć, że przeciwnie, wreszcie chłoniesz prawdziwy Paryż. Wtedy też przez delikatnie zasugerowany przypadek natrafiasz na wymarzone brasserie. Tam już nic nie musisz mówić. Jednym palcem wskazujesz croissanta, drugim na kawę i możesz wreszcie być jak oni. Znudzeni, nonszalanccy, a jednak na ten zapach tak zwyczajnie, ludzko nieodporni.

La REcyclerie-  83 Boulevard Ornano

Miejsce znalezione zmęczeniem. Będąc na targu prowadzonym przez emigrantów, obok tanich „chanelek”, figurek z wesołego miasteczka (creepy level hard), casów na iphony, big milków, kawy z algidy, nie spodziewałam się znaleźć w miejscu, którym mógłby oddychać Tumblr. Mój deficyt kawy powiększał się z każdą minutą, więc byłam już w tym desperackim stanie- błagam, gdziekolwiek. I tak weszłam do La REcyclerie.

Od progu usłyszałam jazz i poczułam zapach kawy. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że mogłabym tu zamieszkać. Wielka, loftowa wręcz przestrzeń, a będąc bardziej dokładną- hala starego dworca. Woń podróży wciąż w powietrzu, wielkie okno umożliwia widok na dawne tory, czujesz się jakbyś zaraz miał wyruszyć do Darjeeling. Przy stolikach siedzieli ludzie, którzy najwidoczniej uciekli z planu filmowego Xaviera Dolana. Mężczyzna w rudych lokach, wysoka dziewczyna w sukience której wzory były tak fantazyjne, że wpatrywałam się w nie dłużej niż w mężczyznę w lokach.

A mówiąc o menu, jak wiadomo Kawa i Wino to trunki Najwyższe. To świętość, o tak. Okazało się, że w tym miejscu i jedno i drugie traktują z należytym szacunkiem. Wino było czerwone jak krew i pełne esencji (ha, niedługo zostanę kiperką), a kawa idealnie delikatna (właściwie to już nią jestem).

12032385_642587589215028_1247257985_n

Za knajpką roztaczał się ogród, w którym odbywała się wymienialnia ubrań połączona z targiem ilustracji młodych artystów. Strona internetowa La REcyclerie podpowiada, że odbywają się tam warsztaty diy, wspólna medytacja, koncerty, wystawy czy gotowanie zdrowych potraw.

Choć nie chciałam dzielić się swoim życiem prywatnym to zdradzę Wam, że znajdę właściciela tego miejsca i bez problemu za niego wyjdę…

(…albo chociaż będę kochanką. Tylko nie mówicie nikomu!)

Do zobaczenia niebawem!

12026408_642064192600701_1168866652_n

J&J

Advertisements

One thought on “Ucieknij spod Wieży Eiffla- subiektywny przewodnik po Paryżu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s