Wheremagowa twórcza kradzież (czyli półroczny mix kulruralny)

5580292358_94b1636125_o

Ostatnio natrafiłam na poradnik jak stać się artystą. Już z założenia wydawał mi się śmieszny. Głoszę niezachwiane przekonanie, że byt artysty to najpewniej jakaś pozaziemska siła, która spływa ni stąd ni zowąd na któregoś szczęściarza. Piorun, wodospad, cud – tylko dla wybranych. I od lat czekam na ten magiczny prysznic weny i muszę wam powiedzieć, że coś ciężko idzie z tymi czarami. Trochę rozczarowana, trochę zdesperowana sięgnęłam po książeczkę. Moje modowe próżniactwo w mig ogarnęło, że jest mała i czarna, więc w zasadzie źle z nią wyglądać też nie będę.

Tytuł zalatuje grozą, więc, uwaga uwaga zainteresowani, może leżeć w kryminałach! Bestseller New York Timesa nazwano: „Twórcza kradzież” i nie minęło 5 minut, a pochłonął mnie do reszty. Nie wiem czy to rzeczywiście coś niesamowicie odkrywczego, czy po prostu ja i resztą świata staliśmy się delikatnie otępiali, ale nie skłamię mówiąc, że zadziałała na mnie niemalże oświecająco. Może to był ten mój piorun? Okazało się, że kreatywność to nie magia, to inteligentna kradzież! Wystarczy wziąć odrobinę od każdego, zalać własnymi emocjami, wymieszać glinianą łyżką i z powstałej masy zbudować zamek. Polecam, działa.

A już post z wheremagowymi zdobyczami to kradzież doskonała – jawna i bezwstydna. Szczycimy się łupem paskudnie, obrzydliwie, w punktach, pogrubioną czcionką. Jeśli też chcesz się trochę rozbestwić, zapraszamy na chwilkę z kulturą. Kradnij śmiało i zjedz truskawki.

(Informacja dla czujnych – nic nie zniknęło, nic się nie zacięło, musiałyśmy przejść to straszne słowo na „M”, którego tutaj, jeśli pozwolicie, nie będziemy wspominać. Plan na nowe życie zakłada relaks i spełnienie. Zero bezsensownych czarnych wizji i pustych narzekań. Kto chce, może się przyłączyć!)

FILM

Thelma i Louise

tumblr_n7u1eyu9LD1rnh7cyo1_500

Thelma i Louise czyli biała sukienka, droga, Teksas i prawdziwa babska przyjaźń. Film jest zdecydowanie przełomowy. Kto wcześniej widział kobiety jako bohaterki filmu akcji? Dziewczyny z pistoletami, tworzące strategie i uciekające przed dawnym życiem. I nie, nie są to cycate laski w lateksowych legginsach, które mają przyciągnąć do kin grono głodnych samców. Thelma i Louise to zwykłe kobiety, które trochę nie radzą sobie z życiem. Są nieporadne, zdarza im się płakać, w niczym nie przypominają superwoman w legginsach. Ale przez to są prawdziwe! Film w pewien sposób ukazuje definicję kobiety. Kobiety, która owszem, ma swoja słabości, ale jest niezależna, silna, lojalna, głodna przygody. Z jednej strony strzelamy do faceta (oczywiście, przypadkowo), a z drugiej trzymamy się z przyjaciółką za rękę i jedziemy szybko samochodem. Jesteśmy feministkami, ale nie do końca, bo przecież (spojler!) klata Brada Pitta mieniąca się w blasku księżyca na każdej z nas zrobi wrażenie. To film przede wszystkim o babskiej, pięknej przyjaźni i kobiecej sile. Obejrzyjcie, a obiecuje, że poczujecie kurz drogi, zapach wolności i adrenalinę przygody. Po tym filmie jedyne co by się chciało zrobić to zapalić papierosa z jakimś kowbojem na stacji benzynowej. Och, podróży!

tumblr_n3rsb1SAqe1s00ervo4_250

SERIAL

MisteczkoTwin Peaks

b4a5a43c8045dd88a618dd81202b830e

To właściwie nie serial, to czyste szaleństwo. Fabuła niby kryminalno – fantastyczna, ale w wydaniu Davida Lyncha staje się obłędnie wciągająca. Nie jesteśmy hipsterami wynajdującymi najbardziej niedostępne i dziwaczne starocie. Świat oszalał na tym punkcie już w roku 1990, kiedy tylko wypuszczono pilota. Dziewczyny ubierały się jak Audrey, czesały jak Dona, kochały Agenta Coopera i piszczały na widok Boba. Widzieliście koszulki z napisem I killed Laura Palmer? Nie trzeba być szczególnie wtajemniczonym, żeby wiedzieć, że wszystko kręci się wokół tej jednej zagadki. Jednak Twin Peaks nie nudzi, Twin Peaks czaruje. Jest jedną z tych rzeczy, o których nie można przestać myśleć, a wraz z końcem odcinka drżącą ręką już klikasz w kolejny. Zakochasz się w jego każdym elemencie. W czarnej kawie Coopera, w wiśniowym placku, Daglezjach i czerwonych zasłonach. Do tego ten cudowny archaizm, prześliczne dziewczyny, zbuntowani chłopcy, spódniczki, motory i miłości. Wszystko takie mgielne, nieuchwytne. Po prostu uzależnienie murowane.
A teraz pozwól, żeby zahipnotyzowała cię muzyka i odpłyń z morderczym wodospadem Twin Peaks.

A skąd ten sukces?
anigif_optimized-15009-1428447824-17

KSIĄŻKA

Piano rysuje sufit- Agnieszka Drotkiewicz

piano_new

Zanim zaczęłam tę książkę tkwiłam w Remarque, który ukazywał życie jako stos nieporozumień, z którymi człowiek nie jest w stanie sobie poradzić… Wyobraźcie sobie ciężar tego typu wizji życia na umysł maturzysty, który przecież i tak z pełną listą wątpliwości dopiero wchodzi w prawdziwe życie. Szukając czegokolwiek co przypomni mi, że istnieje jeszcze ciasto red velvet i inne przyjemności, znalazłam właśnie Piano rysuje sufit. Książkę, jak zaznacza autorka, o przygodzie. W książce znajdziecie wywiady z ludźmi, którzy opowiadają o swojej codzienności jako o wielkiej pasji.  Niech was nie zmyli słowo wywiad i nie kojarzy się z jakąś Galą, gdzie na przykład Kinga Rusin odpowiada jak to już dorosła, zmieniła się i chyba kupi sobie labradora <śmiech>. Nie, nie! To dobre dziennikarstwo, wywiad jest rozmową, a pytająca- autorka książki czasem aż trochę przeraża swoją humanistyczną wiedzą (tak, tak, przy nazwiskach dwa razy Google musiały mi pomóc). Co najważniejsze, tę książkę tworzą ludzie i to nie znane wszystkim, oklepane nazwiska. To po prostu ludzie z pasją, stomatolog, poetka, kucharz, śpiewaczka operowa. Czytając tę książkę, wgłębiając się w ten gąszcz literek gdzie tyle sztuki, szczęścia, tej przygody, zapominam o jakimś tam własnym poczuciu bezsensu. Aż okazuje się, że właściwie go nie ma, że był sztucznie stworzony. Więc polecam, może też przypomnicie sobie, że wszystko może być przygodą, a magię tworzy Wasza wyobraźnia.

Vogue. Za kulisami świata mody (tytuł orginalny: Vogue Factor)– Kirstie Clements

41n-OtzVNAL._SY344_BO1,204,203,200_

Czyli fashion dream w pełnym wydaniu. Opowieść zupełnie nie grafomańską (!) napisała redaktor naczelna Vogue Australia. Pewnie nie przypuszczała, że jej książka będzie gratką na biedronkowe i lidlowe biznesy. Prawdziwa historia „Diabeł ubiera się u Prady” do kupienia za niespełna 25 złotych, kiedy opowiada o houte couture, o jakim moja kieszeń nawet nie śni! Dla jednych wnerwiające, dla innych śmieszne. Ja kocham modę i Australię -to wystarczy.

Kirstie Clements jest urzekająco szczera i skromna. Ubiera kostiumy Dolce&Gabbana, jeździ na pokazy do Szanghaju, jada kolacje w apartamentach Valentino, a kilka dni przed porodem „Karl” wysyła jej Chanel no.5, a żeby noworodkom nie śmierdziało. Nie ma co rzucać krzesłem o ścianę, czy ciąć w nienawistnym szale sukienek z lumpeksu. Kirstie zaczynała stojąc za ladą w artystycznej księgarni. Czytała i oglądała wszystko co jej wpadło w ręce. Tworzyła sobie osobistą bazę inspiracji, a kiedy tylko natrafiła na ogłoszenie castingu na recepcjonistkę redakcji Vogue, dała z siebie wszystko. Miała 23 lata, opowiadania w szufladzie i zdolność do ciągłej ekscytacji. Od tamtej pory świat mody to jej świat i chociaż nie jest bezkrytyczna, nie ukrywa, że w swojej całej kobiecości uwielbia to. Ja też, i dlatego czytam, nakręcam się, dowiaduję, bo nie znalazłam jeszcze tak subtelnej kopalni inspirującej wiedzy.

MUZYKA

L.u.c.

Przez licealne lata mojej muzycznej edukacji wystrzegałam się wszystkiego co nie jest ambitne. W to określenie wchodziła muzyka pop, elektronika, rap i remiksy. Zostawał mi jazz i artyści, którzy nigdy nie znaleźli się na top 20 empiku lub w najpopularniejszych na Spotify (#hipsta). Aż w końcu nastąpił przełom, zrozumiałam co to jest dystans i stwierdziłam, że w fakcie, iż uwielbiam Beyonce nie ma niczego złego. Tak przyszły inne fascynacje i zabrnęłam w dziwne rejony muzyczne. L.u.c. usłyszałam pierwszy raz w jakimś listopadzie, kiedy sensu było mniej więcej tyle ile świeżych poziomek. Epopeja codzienności ujawniła mi nowy rodzaj dekadentyzmu i nagle okazało się, że najzwyczajniej w świecie słucham rapu jadąc porannym autobusem. Ale, usprawiedliwiając się trochę, L.u.c. to nie jest O.S.T.R (fani, wybaczcie!). L.u.c. to naprawdę dobre teksty i miazga akordeonów w tle. Poza tym, facet skończył prawo i zamiast robić aplikacje i czekać na zadowalającą comiesięczną pensję, poszedł inną stroną. Evviva l’arte, kochani.

(posłuchajcie jak śpiewa o młodości i przyznajcie rację, że ma się ochotę wstać z łóżka i zacząć Być i Działać)

 Wanda Jackson

Moje wyobrażenie na temat Teksasu tworzą W drodze Keruaca, Thelma i Luise i właśnie ona, Wanda Jackson. To jedna z tych nieuświadomionych fascynacji. Wstyd jej nie znać, ale nie martwcie się, to niemożliwe. Rozkręca imprezy od początku lat 60. -rockabilly w najlepszym wydaniu, kobieta petarda. Polecam szczególnie przed wyjściem w miasto – działa lepiej niż alkohol i wyciąga z każdego dołka.

(niezbyt przekonanych odsyłam do Funnel of Love <mój ulubiony Jarmusch wolał wersję spowolnioną>, Stupid Cupid i niezastąpione Let’s Have a Party)

PRASA

i-D

the-activist-issue-body-image-1426872983

Czy mogło nas coś trafić, że jeszcze o tym tutaj nigdy nie napisałyśmy!? Toż to najprawdziwsza magia! Nie ma lepszego pomnika dla współczesnego świata. Ostatnio dużo myślałam nad moim pokoleniem (wiecie, że nazywają nas Generacją Z?) i doszłam do wielu przykrych wniosków. Nie działamy, nie zmieniamy, płyniemy z prądem, bo tak nam dobrze. Żadnych szczególnych rewolucji nie przeprowadzamy, a jak krzyczymy, to zwykle na siebie. Oczywiście pewnie dalej bytowałabym sobie przyjemnie, gdyby nie mój tata, ogromnie w dyskusjach wymagający. Ciężkie to były starcia, jednak miałam broń – i-D Generation Z.
To najnowsze wydanie magazynu o, jak sami mówią, pomysłach, modzie, muzyce i ludziach. Drukują raz na kilka miesięcy, jednak portal uaktualniają kilka razy na dobę. Jest instagram, twitter, facebook, tumblr, a nawet kanał na youtubie (g e n i a l n e reportaże <- link). Mnóstwo zdjęć, artykułów, filmów, inspiracji -praktycznie wszystko w polskim tłumaczeniu. Mimo wszystko, dopiero kiedy dostałam wersję papierową, ciężką, zadrukowaną i pachnącą, poczułam siłę ich aktywizmu. Oglądam młodych działaczy o walczących o różne małe wolności. Chcą móc wyrazić siebie, dawać szanse, szukać sprawiedliwości. Bez strachu, bo każdy, nawet najmniejszy ruch prowadzi ku zmianom, ku przyszłości. Oglądam piękne zdjęcia niezwykłych ludzi, których nie prezentują tabloidy. Oni przerastają kanon, bo nie o nich ma być głośno, a o ich idei. Te 274 strony wołają: If your dreams don’t scare you, they aren’t big enough. Jeżeli wiesz o tym, a moc nigdy cię nie opuszcza, to jesteś szczęściarzem, a i-D powie ci jak to dobrze wykorzystać. Jeśli nie zawsze jest łatwo, czyli należysz do tych normalnych, tutaj znajdziesz sens.

INTERNET

Making space- Petra Collins

506336413_1280x720

O dziewczynie z krótkimi rudoblond włosami pisałyśmy już dawno, kiedy odkryłyśmy Rookie mag. Petra jest jedną z tych młodych działaczek, które zamiast wyginać się przed aparatem w krótkich szortach próbują coś zrobić ze świata. Ukształtować go po swojemu. Wraz ze swoją siostrą, Anną (@annaballins) oraz z przyjaciółkami wyruszyła w podróż po południu USA jednocześnie sprawiając, że płakałam za każdym razem kiedy widziałam kolejne i kolejne zdjęcie z małego błękitnego samochodu. Dziewczyny stworzyły kilka krótkometrażówek o tańczących dziewczynach. To filmy, w których jest każda z nas. Dziewczyny z pasją, dziewczyny kochające swoja ciało lub te, które mają mnóstwo kompleksów. Są słowa o wolności, wyzwoleniu się z fizyczności, oderwaniu się, ukazaniu siebie przez ruch. Siebie, a nie ciała. To myśli, sprawy, które dotyczą każdej z nas. Już nie nastolatek rodem z Fun Clubu i Bravo girl, ale Dziewczyn, które myślą, czują i są w stanie zmienić świat. (who run the world?!). Petra walczy  ze stereotypami nazywając serię Making space- bo dlaczego tancerki wciąż muszą zajmować jak najmniej miejsca? Pokazuje przez to, że tańczyć może każdy kto ma serce, a nie płaski brzuch. W końcu jak sama Petra wspomniała, motto wyjazdu to Bawić się dobrze i kochać się nawzajem. Tę miłość i zabawę widać w filmach, a ja już nie chcę iść na studia tylko szukam takiego błękitnego samochodu.

(obejrzałam ten filmik jeszcze raz i się popłakałam, podróże i przyjaźń są piękne)

Cieszymy się, że jesteśmy z Wami znowu i do zobaczenia niebawem.

11355585_598640436943077_69039228_n

Całusy, Wasze JJ

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s