Kulturalny mix marzec/kwiecień

Witajcie!

Tak mi pięknie, kiedy piszę tego posta. Nadszedł w końcu maj, świeci słońce, mogę siedzieć na balkonie w sukience na ramiączkach, a zamiast zaparzać wodę na kawę, zrobiłam sobie frappe. Dzieli mnie jeden krok od puszczenia In the summer time i wchłonięcia zapachu ostatniego lata.

Ja jak zwykle o pogodzie, a chciałam Was po prostu zaprosić na kolejny mix kulturalny! Nie wiem, dlaczego zapomniałyśmy o tym marcowym… Żyjemy jak prawdziwe artystki (ha!), na ciągłym głodzie sztuki i między próbami. Brak czasu, rozumiecie. Nie… To megalomania i usprawiedliwianie się. Więc dość wstępom i zapraszam do inspirowania się! Odkrycia marcowe i kwietniowe!

tumblr_mm17zlVDuE1rsb724o1_500

Książka

tumblr_mub9jwUUhQ1qb5t88o1_500

Norwegian wood- H. Murakami

Uciekam od mainstreamu. Wolę kawę w małej kafejce, ciuchy z lumpeksu, kina studyjne, Toma Waitsa i Kundere. A Murakamiego? Jezu, przecież to czytają wszyscy! Nie to, że jestem uprzedzona do tego co robią i czytają wszyscy. Wiele razy próbowałam, serio. Czytałam osławionego Zafona i Coelho, ale w ogóle na mnie nie robią wrażenia. Więc Murakamiego z góry zaszufladkowałam do tych raczej nieciekawych. Ale śledzi też nie lubię, choć nigdy ich nie jadłam… Więc skusiłam się. Kupiłam wydanie kieszonkowe, bo akurat nie miałam co czytać. I powiem Wam, że nie mogłam zrobić niczego lepszego, bo to jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Norwegian wood to pięknie opowiedziana historia o miłości, śmierci i marzeniach. Weszłam w ten klimat i weszłam w tych bohaterów. Oni. Niepozbawieni rys, pełni wątpliwości, młodzi, głodni miłości. Do tego bardzo plastyczny język Murakamiego, który wciąga dosłownie od pierwszej strony. Panie Murakami, zwracam honor, na pewno wrócę do Pana książek. (Wy też czytajcie!)

Strasznie głośno, niesamowicie blisko- J.S. Foer

tumblr_mzcp1w2SUo1rsyukao1_500 (1)

To kolejna książka z serii „nie mam czytać, więc wezmę to o czym słyszałam, ale nie wiem o co właściwie chodzi”. I to również kolejna z tych, która okazała się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Młody, amerykański pisarz przedstawia historię 9-letniego chłopca na tle dramatycznych wydarzeń z 2001 roku, czyli katastrofy World Trade Center. Pisze z niesamowitym wyczuciem, polotem i poczuciem humoru. Unosi czytelnika wraz ze swoją historią. To nie jest ot taka powieść fabularna. To prawdziwy popis początkującego pisarza. Historia jest wzruszająca, książka pięknie wydana, a postać głównego bohatera- Oskara jest fantastycznie naszkicowana. Oskar jest dzieckiem, z którym chcę się zaprzyjaźnić i jednocześnie jakie chciałabym mieć. Jezu, obudził się we mnie instynkt macierzyński, a jest to naprawdę niecodzienna sytuacja. Książka ma duszę Oskara. Nic tylko chłonąć.

Film

Kochankowie z Księżyca- Wes Anderson

tumblr_n3qde6pLVy1rvn6njo1_400

Jeśli miałabym wybrać sobie reżysera na kochanka to byłby to mix Tima Burtona i Woodego Allena. Łapiecie? Inteligencja, zarost i wyobraźnia. No. A od obejrzenia Kochanków do grona dołączył Wes Anderson. Pokręcony, z niesamowitym wyczuciem estetyki i specyficznym poczuciem humoru.  Film mnie zauroczył głównie ze względu na zdjęcia. Bo historia jest dość prosta, dwójka nastolatków ucieka w bezludne miejsce, by być wolnymi i przede wszystkim, być sobą. Oglądając film miałam poczucie porozumienia z tymi dzieciakami. Ja też chciałabym mieszkać na wyspie, gadać o marzeniach i słuchać starych, winylowych płyt. Mimo, że film nieco powolny to jednak niepozbawiony dziecięcej niewinności i oczywiście, magii. Dla klimatu- bardzo warto.

The Grand Budapest Hotel

tumblr_n4kihlYgP41sugi6co1_500

Zdjęcia okupują tumblra, recenzje drukowane w każdej gazecie, ocena społeczności na filmwebie: bardzo dobry. Jednym słowem: szał! I w pełni uzasadniony.
Można rzucać epitetami: czarujący, inteligentny, dowcipny. Można powiedzieć: w stylu Wesa Andersona. Jednak to wciąż za mało, bo Grand Budapest to coś więcej niż tylko film. To zabawa – z widzem, z aktorem,  ze sztuką. Będzie zbyt patetycznie jeśli powiem genialne? Ale jest! Muszę obejrzeć drugi raz, bo za pierwszym poznałam tylko treść, klimat jedynie poczułam. A film ma wiele wymiarów, do stopniowego odkrywania. Do tego jest szybki, precyzyjny i bardzo stylowy.

Tylko kochankowie przeżyją

lovers04

Ktokolwiek nie widział, MUSI obejrzeć! Leciałyśmy na przedpremierę posmakować nowego Jarmuscha (bo że Jarmuscha się smakuje każdy wie), ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Klimat wciąż ten sam, a jednak coś zaskakuje, coś uderza. To baśń o miłości. Do kobiety, do gitary, do sztuki, do życia. Serce reżysera w subtelnej odsłonie.
Ogląda się obrazami, słowami, myślami – a każde z nich to małe arcydzieło. A Jarmusch nie traktuje widzów jak bandy głuptasków, tylko wprowadza ich w swój świat kawy i papierosów.
I czaruje.
Tak bardzo chciałabym was zachęcić, że boję się każdego nietrafionego słowa. Dlatego dodam tylko, że wciąż narkotyzyję się soundtrackiem, a Tilda jest tu wyborna.

Internet

Polskie I-D

Tak! W końcu polska edycja kultowego magazynu i-d! Nie cieszcie się zbyt póki co to tylko internetowe i po prostu przetłumaczone, ale i tak zasługuje na bardzo duży plus. I-d pisze o niszowych artystach, dodaje oryginalne sesje i krótkie, świetnie zrobione filmiki. Potrafię zasiedzieć się na niej przez kilka godzin, a wyłączam Internet jak na dobrej fazie. Jestem pełna inspiracji, pomysłów, jakiś tam rewolucyjnych wizji.

Ale tak naprawdę chciałam zwrócić Waszą uwagę na jeden z nowszych filmików i-d. Jest to alfabet tańca. Jak zwykle bardzo estetyczny, energetyczny, a jednocześnie zaskakująco minimalistyczny. Obejrzyjcie koniecznie, ja co drugi dzień nabijam wejścia i intensywnie myślę. Myśl jest prosta- chcę tańczyć, chcę tańczyć, chcę tańczyć. Wraca fascynacja z podstawówki. You can dance!

(p.s. i-d doceniło moje zdjęcie i dostałam zaproszenie na imprezę otwierającą polską stronę. Nie skorzystałam z warszawskiego lansu i litrów Wybrowej, ale wyróżnienie i tak cieszy J )

http://i-d.vice.com/pl/wideo/episode/2184/a-z-ta%C5%84ca

IMG_5251

(modelka- Michalina)

The Selby

4_15_13_MyfShepard35173

Todd Selby to taki kolejny Scott Schumann. Ale trochę z innej beczki, bo chodzi tu o wnętrza. Todd rozpoczął od fotografowania mieszkań swoich przyjaciół, a w kilka miesięcy później jego strona theselby zyskała sławę. W tej chwili artyści sami piszą do Todda, by ten sfotografował ich mieszkania, przez to stworzyła się strona pełna inspiracji, życia i dobrego smaku. A że twój dom to obraz samego ciebie, to także zdjęcia ludzi. Wśród postów widać duszę, widać ten artyzm, coś co chcesz wciągać i coś czego chcesz dotknąć. To nie są sztampowe zdjęcia hollywoodzkich wnętrz. To prawdziwe azyle, w których można zatopić spojrzenie.

Z ciekawostek- Todd wydał ostatnio książkę, która znalazła się na mojej liście must-have. Póki co jednak wolę wyjazdy i chodzenie do kina (czytaj- nie mam już pieniędzy na nic innego), więc zostaje mi napawanie się zdjęciami w niezbędnym Internecie.

http://theselby.com/

Sugarandcloth
To nie najlepszy pomysł, jeśli ktoś katuje się bezsłodyczowym postem. Jednak my znów dajemy wyraz masochizmu i od kiedy Cocorosa podzieliła się swoimi koktailowymi inspiracjami, my nawiedzałyśmy Sugarandcloth dzień w dzień. Patrzyłyśmy na różowe ciasteczka z miłością marząc, że za niespełna miesiąc będą też w naszej kuchni. Prowadzi go dziewczyna, która stawia na kreatywność, minimalizm i dobre fotografie. Jest świeżo, biało, inspirująco i na pewno niebanalnie.
sugarandcloth.com
Autorka prowadzi jeszcze coś, czego na razie nie za bardzo rozumiem, ale jest śmieszne:  Smilebooth 😉
cream_7
Aloha from deer

img_8094--1200q100

Zarzucę hasłem brukowców: blogerki to kochają. I to nas zniechęca. Bo kto chce być jednolitą masą „indywidualistów”?
ALOHA FROM DEER to polska marka określana jako streetwear (modowy słownik rośnie w oczach!), doskonale wpasowuje się w najnowsze trendy. Ale (!) muszę przyznać, że naprawdę mi się podoba. Nie wyobrażam sobie paradować w fullcupie w hamburgery, albo doceniać sztukę poprzez noszenie na tyłku fresku Michała Anioła. Jednak pomysły są oryginalne.
alohafromdeer.com

Muzyka

Coma

Choć Coma nie jest pewnie żadną nowością dla Was, ani nawet dla mnie, to musiałam ją tu umieścić. Wcześniej słuchałam jej jak wszystkich tych naszych polskich rockowych zespołów. Jak Kult, jak Dżem, jak Strachy. Z dumą, że to polskie, jednak bez zachwytu, jak przy Jacku White’cie. Aż nagle włączyłam moje ukochane Spotify (kolejny zajebisty wynalazek XXIw) i puściłam sobie ich płytę. Nawet nie wiecie w jakim byłam szoku. Właśnie odkryłam coś co CZUJĘ. Głos Piotrka, te teksty, to brzmienie. To już nie jest kolejny zespół, który może być tłem do czegoś. To zespół, który uwielbiam i którego mogę słuchać od przodu i od tyłu. Czekam koncertu.

https://www.youtube.com/watch?v=lKVgoT3JsRE

The devil makes three

Bóg stworzył kobietę, and the devil makes three. Zespół przypadek. Jak zwykle, siedząc w jakiś ponury poniedziałek szukałam kawałka wakacji, wyjazdu, tego co czuje się pędząc samochodem w jakieś nowe miejsce. I nagle natrafiłam na ten cudny zepół. W moim pokoju rozbrzmiał mój ulubiony, bluesgrassowy klimat. Gitara akustyczna, niskie, przyjemne głosy. Bardzo prosta muzyka, a jednak relaksująca i poprawiająca nastrój. Lubię takie perełki, których nikt nie będzie miał na koszulce z H&M. Czuję się bliżej tych artystów i tej muzyki. Jakbym z nimi siedziała przy ognisku i śpiewała. (a potem jadła kiełbasę, oł jea.)

James Blake
James+Blake

A w szczególności „Retrograde”. Bardzo tajemniczy, do słuchania tylko w nocy, z wyraźnym głuchym basem i jego wysokim głosem. Wprowadzał mnie w stan trudny do określenia bez ekshibicjonistycznego uzewnętrzniania się. Coś jakby zawiśnięcie w cyberprzestrzeni, która stała się rzeczywistością. Bardzo was tym dobiłam, już nie chcecie słuchać piosenki.
Mimo to dla eksperymentu z dziwnymi emocjami (bez teledysku, żeby nie wyszło banalnie):

Inne

Koncert Sugarmana

Rodrigueza odkryłam przypadkiem. Włączyłam po prostu film, o którym coś słyszałam, a który podobno jest dobry. Ale dobry może być świeży sok z pomarańczy jeśli porównywać do filmu o Sugar manie. Był poruszający, piękny, chwytający za serce. Tak się zaczęła fascynacja człowiekiem, a potem jego muzyką. Więc kiedy usłyszałam, że przyjeżdża do Polski wiedziałam, że wydam każde pieniądze na jego koncert. I powiem Wam, że było warto. Miałam przed oczami legendę, kawałek cudnej historii i jej zapis w jego słowach i muzyce. Nie miałam pojęcia, że koncert można odebrać tak głęboko, że przy pierwszych akordach jego największego hitu miałam po prostu dreszcze. Choć sama nie wiem komu, to dziękuję za takich artystów i takie chwile. A Wam polecam jego muzykę.

Koncert Pink

Pink

Nie, nie miałam tego szczęścia widzieć ją na żywo. Najlepszy przyjaciel smutnych Polaków, których nie bardzo gwiazdy chcą odwiedzać, to niezawodny telewizor! HBO od czasu do czasu proponuje nam jakieś muzyczne widowisko na ekranie, ale ja nie byłam zbytnio przekonana. Jednak w stanie wyczerpania fizycznego przyjmuję wszystko co nie wymaga wysiłku z lubością, więc i P!NK awansowała. Szok, artystka, którą wielbiłam w podstawówce (bo choć byłam popową dziewczynką, to tkwił we mnie ten zew buntowniczki) nadal na fali. I to mojej.
Patrzyłam na silną, niezależną kobietę, która bez cienia żenady jest w 100% sobą. Nie wpasowuje się w kanon, bo nie musi. Nie jest groteskowo alternatywna, bo nie o to chodzi. Z nią tancerki – żadne chude małolaty, przeciwnie świadome siebie kobiety. Nie wstydzą się swoich kształtów, swojej siły, bo przecież płeć tego nie zabrania! Publika w Melbourne to głownie przeciętne trzydziestki. Przyszły na wymarzony koncert, królowa na scenie. Chcą być takie jak ona: plujące na fałszywe schematy, a wciąż piękne i kobiece.
Ja siedziałam na kanapie i słyszałam: dziewczyny! koniec kompleksów! możemy wszystko!
Dlatego polecam wszystkim, bo Pink jest lepsza od Red bulla.

NASZ koncert
10155578_369935773145525_2104250241_n

Nie uciekając z tematu muzyki chciałam się jeszcze pochwalić. Przez kilka linijek tylko, nie bójcie się. Bo miałyśmy okazję same zagrać koncert. Nie z chórem, nie z orkiestrą, nie na weselu. Miałyśmy SWÓJ koncert, z plakatami z naszymi nazwiskami i tysiącami prób przed nim. Może i racja, że do Sugarmana nie ma nawet co tego porównywać, ale i tak czułam się wspaniale. To było nasze 5 minut, to dla nas nagle zapełniła się sala i to my wygrywałyśmy muzykę. Koncert odbył się w toruńskiej kawiarni Muza i mam nadzieję, ze nie był naszym ostatnim koncertem. Jeśli będą następne- bardzo, bardzo zapraszamy!

J&J

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kulturalny mix marzec/kwiecień

  1. Dziewczęta, bardzo Wam dziękuję za ten wpis! Mówiąc językiem dzisiejszej młodzieży “zrobił mi on dzień”.
    Tak więc siedzę z laptopem przy otwartym oknie, rozkoszując się rześkim, wiosennym powietrzem, filiżanką świeżo zaparzonej kawy oraz słodkim głosem Jamesa Blake’a płynącym z głośników i pochłaniam każde Wasze słowo zawarte na tej stronie. Jeszcze raz dzięki dziewczyny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s