Kulturalny styczeń

Zima to dobry czas na symbiozę z komputerem. Kłamię, każdy czas jest na to dobry. Jednak tak się składa, że kiedy widzę błotniste chodniki i czuję jak odpada mi twarz, to już wiem, że jestem bardzo chora i decyduję się pozostać tam, gdzie w herbacie mogę się nawet kąpać. Eksperyment jeszcze przede mną, ale uczucie możliwości powoduje uczucie bezpieczeństwa, więc dobrze o tym pamiętać. Dlatego moim codziennym outfitem stała się bardzo high fashion piżama, włochate skarpety i futrzane wdzianko z lidla. Tak wystrojona udaję przez godzinę inteligenta przed książką, aż wreszcie zasiadam tam gdzie moje miejsce. I, choć wstyd się przyznać, płaczę jak piękny jest świat. Tu jest miejsce na przerażające wnioski. ALE nie warto popadać w panikę! Inspiracji do działania mnóstwo, więc chwila/dwie/tydzień/miesiąc siedzenia może nieść za sobą 10 lat fruwania w przestworzach.

DO CZYTANIA
tumblr_mgn56iQjqw1rl43djo1_400

Intryga małżeńska – Jeffrey Eugenides

Długo cierpiałam na deficyt dobrych książek. Wreszcie dopadłam autora pokochanego za Przekleństwa niewinności i znowu oddałam głęboki pokłon. Może przez te liczne literackie niepowodzenia, przestałam być szczególnie wymagająca. A może książka jest naprawdę dobra. Historia trójki ogólnie pojętych studentów. Ludzi młodych, nie bardzo wiedzących co ze sobą zrobić w Ameryce lat 80. Jak napisali na okładce, to czasy rewolucji seksualnej, czyli ogólnego buntu. Młodość jest uosobieniem świata bez zasad, życia bez celu i miłości bez przyczyny. Bohaterowie mają swoje fascynacje, niespełnione nadzieje, są jak wszyscy. Można ich pokochać i znienawidzić.
Oprócz prawd życiowych, Eugenides dzieli się swoją wiedzą na temat literatury. Mnóstwo tu inspiracji dla pożeracza książek.

Trucicielka- E.E Schmitt

Postanowiłam sobie, że ten miesiąc, podobnie jak styczeń zeszłego roku, będzie obfitował w same niezapomniane lektury. Oczywiście, jak sobie zaplanowałam tak nie wyszło i początek 2014 dostarczył mi książek co najwyżej dobrych. W poszukiwanie niezapomnianej lektury nie wyruszyłam daleko, bo sięgnęłam tylko po pierwszą książkę leżącą na półce obok łóżka (nie, nie jestem leniwa, ja tylko lubię oszczędzać siły). A jednak Trucicielka okazała się idealna na tę końcówkę miesiąca. Dni płynęły mi wraz ze stronami i nim się obejrzałam, już byłam przy ostatniej kropce. Jest przyjemnie lotna, przyjemnie krótka, w ogóle przyjemna. Trucicielka opowiada o wielkich namiętnościach. O miłości, karierze i rywalizacji. We wszystko wkrada się podstępna, nieustannie obecna obsesja. To opowieść o każdym z nas. Przeczytajcie!

Władca Much – William Golding

Trafiła w moje ręce całkiem przypadkowo. Chciałam Władcę Pierścieni, ale pani z biblioteki się pomyliła, hmm. Przeczytałam z ciekawości. Dawna lektura, autor noblista, czyli jakieś wartości musi nieść. Niesie, bez nudy i dłużyzn. Kto chce psychologii, znajdzie psychologię. Socjolog, socjologię. Kryminalista… kryminał też. Najkrócej jak można: mocne zagranie we wdzięcznym stylu.

Wiersze Świetlickiego

Nie wiem kiedy poznałam poezję, ale był to piękny dzień. Wiersze, te niezwykłe sznury słów i fraz, robią mi dzień. Potrafią podnieść na duchu lub sprowokować do długo trzymanego płaczu. Styczeń należał do Świetlickiego (właściwie każdy miesiąc może być Świetlickiego, tak jak każdy miesiąc jest miesiącem Internetu, ale styczeń pasuje tu szczególnie). Bo kiedy wszystko jest w błocie, ja mam humory kocie i dotrzymuję towarzystwa jakiejś hołocie (i nie czuję, że rymuję) to Świetlickim myślę i Świetlickim przenikam- „Jestem na dnie. I nie jest ładnie. Jawnie i dennie jest mi.” I mi cholera lepiej, że komuś też dennie i że tak wszystko trafnie ujmuje.

DO OGLĄDANIA

Pod mocnym aniołem

Pod_Mocnym_Aniolem_6289575 (1)

Są takie filmy, które oglądają blogerki. Nie wiem, czy rozumiecie o co mi chodzi. Bo niekoniecznie o filmy o modzie, wcale nie. Chodzi mi o filmy z inspirującymi mieszkaniami, ładnymi kadrami, nowatorską muzyką. Coś ładnego co można polecić na modnym blogu. No a właśnie dziś nie będę polecać czegoś takiego, bo u Smarzowskiego nie ma gdzie tych inspiracji szukać. Na Pod mocnym Aniołem nie poprawicie sobie nastroju, nie zrelaksujecie się, nie spędzicie miło pierwszej randki. Po tym filmie parzy przełyk, oczy są zmęczone obrazem, ciemne myśli kradną trochę swawoli z wolnego popołudnia. Pod mocnym Aniołem to film o prawdzie. Lub najprościej- to film o nałogu i samotności. Z racji tego, że filmy nie są tylko do patrzenia to warto iść i przeżyć. Coś, kogoś, historię. Może ból jest miarą dobrego filmu? Bo ten boli bardzo.

Wilk z Wall Street

5726314-wilk-z-wall-street-643-482

Moja recenzja tego filmu zmienia wymiar każdego dnia. Myślę, że Wilk nabiera prawdziwego smaku dopiero po czasie, jak dobre wino, czy ser… czy co. Po 3 godzinach siedzenia w kinie byłam nie tylko obolała, ale też trochę zniesmaczona i zwyczajnie wymęczona. Wytchnieniem była genialna muzyka, perfekcyjny Dicaprio i estetyczne walory bogactwa. Jednak w tym przypadku należy odczekać, żeby się przekonać , jakie to było arcydzieło. Duże słowo. Film pachnie dżunglą współczesności. Scorsese poucza widza nie tylko obrazem, ale też jego własną reakcją. Polecam eksperyment, żeby osobiście się z tym zmierzyć. Zawsze warto, dla wyniku.

Przyjaciele

tumblr_lxkv4uOjsp1qzb9x2o1_1280_large
Chyba po godzinach przesiadywania w Central Coffe Perks i hektolitrach wypitej tam kawy z lekka otępiałam. Podświadomie rozkazałam sobie zobaczyć o co całe zamieszanie i mądrze stwierdzić: to nie dla mnie. Spodziewałam się głupotki, która od pierwszych minut powoduje mdłości. To wciąż ta niewytłumaczalna niechęć do Jennifer Aniston. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że od Przyjaciół się uzależniłam, a Jennifer pokochałam. Teraz myślę o tym więcej niż o słodyczach i karmię się uroczymi 20 minutkami pijąc herbatę za herbatą, oczywiście we wspomnianych skarpetach i z gniazdem na głowie.

DO SŁUCHANIA

Soundtrack The Broken Circle Breakdown

Mam ostatnio dziwne marzenia. Przy bardzo poważnej rozmowie, kiedy padały słowa o przyszłości, miłości, a nawet o Bogu, Ktoś zapytał mnie o to czego chciałabym najbardziej na świecie. Wiecie jaka wizja zaczęła mi się jawić? Wieś. Dużo drewna, żadnych szarych betonów, żadnych okropnych, srebrnych samochodów. Czerwonych też. Błękitne akceptuję. A więc na tej drewnianej wsi stadnina koni. W stadninie koni ja z moim ukochanym, w kraciastych koszulach. Mężczyzna ma brodę, a ja nieułożone włosy. Prowadzimy sielskie życie, bez telewizji i Instagrama. Wieczorem siadamy przy ognisku i gramy na gitarze. Teraz wiecie już dlaczego przez cały miesiąc słucham takiej dziwnej muzyki. Film obejrzę wkrótce- dajcie znać, jeśli widzieliście.

Natalie loves you

Ostatnio wciąż brakowało mi nowej muzyki. Oczywiście, był zawsze obecny Cohen, Cave, Sting, Regina, rockowi giganci i wszyscy ci, których absolutnie uwielbiam, ale poszukiwałam nowych brzmień i nowych nazwisk. Z marnym skutkiem, bo wszystko okazywało się rozczarowujące nijakie. Aż tu poszłam na koncert. Zupełnie w ciemno, bo tanio, bo Kraków, bo Alchemia. Przed koncertem zdążyłam tylko przeczytać po krótce o zespole, a piosenki posłuchałam jednym uchem. Taka o, ignorantka. Ale koncert zaskoczył mnie pozytywnie, nawet więcej, koncert zaskoczył mnie zajebiście pozytywnie. Albo, żeby było ładniej- koncert był po prostu magiczny. Wokalistka zespołu, Natalia, zauroczyła mnie swoim delikatnym (trochę ala K. Melua), eterycznym wokalem. Dziewczyna pisze teksty, teksty pełne wrażliwości, uczuć, słowa przepakowane emocjami. Lubię taką muzykę. Lubię muzykę, która żyje, która jest prawdziwa. Więc już się cieszę na płytę, a Was odsyłam na Youtuba.

DO PODZIWIANIA

Kinfolk

Kinfolk_Digital_01

To taka alternatywa dla tych co tkwią w kleszczach diet. Kinfolk to magazyn, który ani trochę nie promuje wychudzonych dziewczynek, ani słowa tam o modzie i urodzie. Kinfolk po prostu biesiaduje. Tak, magazyn powstał ku czci jedzeniu. Wspólnemu siedzeniu przy gorącym chlebie z oliwą lub świeżym jogurcie z owocami. Przy ciasteczkach z morelami, aromatycznej pieczeni, czekoladowym kremie. Wszystko jedno, byleby być razem, jeść razem coś pysznego, rozmawiać i tworzyć. Odłożyć komputer i popatrzeć komuś w oczy. A na stronie Kinfolk zobaczycie zdjęcia i filmiki z spotkań ekipy. Nota bene, zapierające dech. Wejdźcie, celebrujcie jedzenie i zaproście przyjaciół na wspólne gotowanie.

http://www.kinfolk.com/

Rookiemag

tavi-gevinson-duane-fernandez-2

Obawiam się, że targają mną zbyt silne emocje, by móc pisać o dziecku Tavi Gevinson błyskotliwie i z rozwagą. Nie znoszę kopiowania, wystrzegam się papugowania, ale w tym jednym przypadku ciężko mi będzie nie oszukać tej niezmąconej moralności. Rookiemag to inny świat, abstrakcyjna nastoletnia przyziemność, telewizyjna tęcza, gwoździe o smaku pomarańczy. Stworzone dla dziewczyn od dziewczyn. Genialne. Najprościej mówiąc: strona internetowa, ale jakby się zagłębić: ogromna społeczność. Dziewczyny o talencie dziennikarskim i artystycznym, zarażają (jeśli można) odwagą. Jest życie, jest wyobraźnia. Dodajmy inteligencję, jaskrawość i to COŚ co sprawia, że są tak cudownie nieidealne. Tu się twórczo zaspokajam,tu ładuję energetycznie i uczę myślenia. Wielbię i biję czołem o ziemię.
http://rookiemag.com/

BLOGOSFERA

The Blonde Salad

8784317163_22a012fccf_o

Jak to mam w zwyczaju, blog pokochałam i zapomniałam. Kolejna idealna blondynka dająca poczucie luksusu przez samo oglądanie zdjęć. Jeździ po świecie, kupuje ubrania i zachwyca. Łatwo ulec, bo bloga ogląda się jak dodatek vogue. Szczególnie, że jeszcze 4 lata temu Blonde Salad była kiczowatą platyną, której pozy i miny były co najmniej dziwaczne. Wtedy zabijała infantylną wulgarnością. Potem zrobiła sobie tatuaż, rzuciła chłopaka. Teraz kwintesencja klasy. Publika lubi metamorfozy, więc zachęcam chociażby z tego względu.
http://www.theblondesalad.com/

Mel B

Absolutny hit stycznia! Jako prawdziwe tumblrmaniaczki zeszły rok poświęciłyśmy na sinusoidalną relację z wagą i sherlokowe poszukiwania diet. Nie polecamy nikomu. Chore i do życia wcale niepotrzebne. W 2014 oficjalnie zakończyłyśmy pogoń za niedoścignionym (różnie to wychodzi w praktyce) i dbamy o figurę inaczej. Ćwiczymy z Mel B! Wszystkie fanki Chodakowskiej przepraszamy, ale jej smętnego głosu nie trawimy. Wolimy wojownicze okrzyki: nigdy więcej workowatych ud!

Znacie Spice Girl? Jedna z nich, czarna, wcale nie najszczuplejsza nagrała kilka treningów trwających od 10 do 20 minut. Wystarczy youtube i kawałek podłogi. KOCHAMY JĄ!

http://www.youtube.com/results?search_query=mel+b&sm=3

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s