Kulturalny grudzień

000000Witajcie!

Herbata z goździkami przyjemnie rozgrzewa, Top lista wszech czasów w Trójce trwa, okno dachowe zdradza, że pogoda jest tak samo beznadziejna jak była wczoraj, kot mruczy wtulony w kąt kanapy. Ale mamy nowy rok, kochani! Tak mi wygodnie ze świadomością, że wszystko mogę zacząć od nowa. Że nie ma nadziej, które się rozwiały, a marzenia wciąż są podparte realizacją. Mam dużo energii i planów. Niech żyje pierwszy dzień 2014 roku!

Ale do rzeczy, grudzień już się skończył, co oznacza, że czas na nowe odkrycia kulturalne. Ostatni miesiąc roku to przede wszystkim oczekiwanie na święta, więc można by spodziewać się tu Last Christmas, All I want for Christmas, czy innych takich, pełnych kiczu i komercji, a jednak pełnych ciepła. Ale nie, po świętach ten cały zastęp elfów i dzwonków traci swoją magię. Przed Wami inne wytwory kultury, którymi inspirowałyśmy się w tym miesiącu.

Zapraszamy!

KSIĄŻKI

Mój brat ocean- J. Kerouac

IMG_3696Musicie wiedzieć, że Jack Kerouac przyczynił się do tego kim jestem i jak myślę. Niektórzy wieszają na ścianie fotografie Hepburn (chociaż w jakich filmach grała i jak wymówić jej imię to już za bardzo nie wiedzą), a ja hołduję bitnikom. Tylko może bardziej serio. Nie mam w pokoju ani jednego zdjęcia Kerouaca, za to książki (duszę!) tak. Jego słowa otworzyły dla mnie świat i pokazały inne jego oblicze. Dlatego, widząc w księgarni zupełnie nieznany mi tytuł obok zupełnie znanego autora radośnie podskakuje (naprawdę). Jestem bardzo świeżo po lekturze, a zmęczona, pomięta i pełna podkreśleń książka leży na półce. I oczywiście, POLECAM. To pierwsza powieść Kerouaca i nie ma co oczekiwać fenomenu, kunsztu słowa i innych takich, ale jest to przepiękna książka. W tym okrutnie szarym i dość smutnym grudniu przeniosła mnie w świat bezkresnej przestrzeni oceanu. W świat, w którym jedyną muzyką jest szum wody, a życie na statku tworzy specyficzną, fascynującą społeczność. Mój brat ocean jest obowiązkową pozycją dla fanów autora, miłośników jego specyficznej rytmiki i bardzo powtarzalnej tematyki. Ale inne, późniejsze jego książki polecam każdemu. Kerouac mówi, że trzeba dbać o szafir, który ma w sercu każdy z nas. Że trzeba szukać szczęścia i krzyczeć z jego nadmiaru. Między słowami ukrywa piękne przesłania. KONIECZNIE.

Leksykon buntowników- M. Cegielski

IMG_3692Książkę o tej zabójczej okładce dostałam na Gwiazdkę. Zawsze cieszą mnie takie książki biograficzne, pełne ciekawostek i faktów z życia artystów. Lubię otaczać się otaczać historiami legend świata. Lubię kiedy z półki patrzy na mnie Andy Warhol, a na biurku leży Mick Jagger. Są wtedy bliżej i zachęcają do działania. Jak sama nazwa wskazuje, książka jest leksykonem, przekrojem przez życie muzyków, poetów, malarzy. Artystów po prostu. Co prawda, nie jest to wnikliwy opis, pełen smaczków z życia, wypowiedzi najbliższych przyjaciół, ciekawostek, których nigdy się nie słyszało. Leksykon to zbiór kilkudziesięciu postaci, podstawa wiedzy o sztuce. Każdy rozdział jest lekko napisanym tekstem złożonym z najważniejszych faktów, osiągnięć, a także cytatów bohaterów. Wszystko opatrzone jest pięknymi zdjęciami z koncertów lub życia prywatnego. Moja wiedza o Andy Warholu, Patti Smith czy Ginsbergu znacząco wykracza poza tekst Cegielskiego, ale z kolei o Kurcie Cobainie, Cortney Love, czy Morrsonie nie wiedziałam prawie nic prócz fundamentalnych informacji. Myślę, że to dobry początek przygody dla kogoś kto jeszcze nie ma dużej wiedzy na temat sztuki. Leksykon buntowników to kopalnia inspiracji, którą warto mieć na półce.

John Lennon, Listy
DSC_0317
Książka, którą trzeba mieć, żeby przeżyć. Nie jestem w tej kwestii specjalistką. Moja biblioteczka nieustannie przybiera nowych kształtów, ponieważ jednak preferuję biblioteki i posiadaczem jestem tylko przez chwilę. Powodem obecności tej książki na mojej półce jest inwencja twórcza św. Mikołaja, który okazał się bezbłędny. Jestem fanką Beatlesów i gdybym urodziła się 50 lat wcześniej (w Liverpoolu) to pewnie piszczałabym razem z resztą grzecznie ufryzowanych dziewczyn na koncertach fantastycznej czwórki. Teraz ulegam bardziej fascynacji Yoko Ono, która do tych grzecznie ufryzowanych nie należy, więc Listy są w sam raz. Można zajrzeć przez dziurkę od klucza do serca Lennona i posmakować jego nieziemskiej wyobraźni. Jednak o treści jeszcze za dużo nie powiem, bo smakuję powoli. Wiem jedno: John Lennon był nie tylko WIELKIM artystą, ale po prostu WIELKIM człowiekiem.

Kuchnia filmowa
DSC_0315
W erze blogów kulinarnych książki kucharskie powoli tracą sens. Gotują zwykli ludzie ze zwykłych dostępnych w Biedronce składników. Mało kogo stać na codzienne wyprawy do restauracji, dlatego gotowanie to odwieczna codzienność. Dla niektórych przykry obowiązek, dla niektórych świetna zabawa. Do grupy tych drugich zdecydowanie należy Paulina Wnuk, autorka blogu roku 2012: http://www.frommovietothekitchen.pl . Jak wskazuje tytuł, blogerka uczy jak zrobić potrawy występujące w najbardziej kultowych filmach. Bo kto nie chciałby spróbować niebieskiej zupy Bridget Jones albo kremu brulee Amelii? Jak powszechnie wiadomo blogerzy zajmują coraz ważniejsze miejsce w showbiznesie, dlatego w Empiku też ich coraz więcej. Zanim zobaczyłam reklamę książki, nic o Paulinie nie wiedziałam. Jednak kiedy udałam się na prezentowy rekonesans i dopadłam Kuchnię Filmową, wiedziałam, że stała się jednym z moich pragnieniem z serii spełnień obowiązkowych. Sprytnie napomykałam o niej raz po raz w domu i (tak!) znalazłam pod choinką! Nie ukrywam, że z praktycznego punktu widzenia książka jest bezużyteczna. Zawiera jedynie 49 przepisów z ogromnej blogowej kolekcji Pauliny. Wszystko i więcej znajdę na jej stronie. Mimo to, nie żałuję. Zdecydowanie przyjemniej wybierać przepis (i film) na dziś wertując pachnące drukarnią kartki.

FILMY

Sherlock holmes/ bbc

tumblr_myqcub5pp11t5gv1co1_500Od czasu kiedy skończyłam sześć lat kończąc również przygodę z moją ulubioną Modą na sukces nie jestem fanką seriali. Owszem, oglądałam BrzydUlę, Glee, w gimnazjum piszczałam nad Pretty little liars, a także uważnie obserwowałam styl Blake z Plotkary. Jednak BrzydUla wypiękniała, Glee zaczęło przypominać High school musical, chłopcy z PLL przestali być chłopcami marzeń, a słynne xoxo z Plotkary stało się głupawe i bez sensu. Aż w końcu, odkryłam serial, który mnie w pełni pochłonął, zabrał mi rzeczywistość i przeniósł do świata wyimaginowanego. Mowa tu o Sherlocku Holmesie, produkcji BBC. Sherlocka (mam nadzieję!) wszyscy znają i jeśli kochają to niech poświęcą 1,5 godziny na obejrzenie choć jednego odcinka. Bo to naprawdę bardzo dobrze przygotowany serial. Producenci fantastycznie grają na emocjach widzów, bawiąc się montażem, który jest tak dynamiczny, że nim się obejrzysz pojawiają się napisy końcowe, a ty pełny zachwytu siedzisz jeszcze przez kilka chwil uparcie trzymając się obejrzanej przed chwilą historii. Historie Doyla uzupełnia piękna muzyka i oczywiście postać Sherlocka. Mam chyba słabość do inteligentnych mężczyzn. Uważam ich za przystojnych choć może bez intelektu byliby całkiem bladzi. Ale, jak mówi bohaterka w jednym z odcinków „inteligencja to nowy symbol seksu”. Ja się z tym oczywiście zgadzam, kładę pokłon dla BBC i jeszcze raz polecam!

MUZYKA

5’nizza
5’nizza to nieistniejący już niestety duet z Ukrainy. Choć reggae nie jest moją ulubioną muzyką (a będąc szczerą nie słucham jej wcale) to przy 5’nizzy unoszę się nad ziemią. To tylko dwa instrumenty- wokal i gitara akustyczna. Dwie linie melodyczne, a brzmią tak pełnie, że dodanie innych instrumentów tylko by przeszkodziło. 5’nizza nie gra muzyki zróżnicowanej i zaskakującej. Ich utwory brzmią podobnie, wręcz zlewają się w całość. Ktoś powie, że nuda, ale ja uparcie będę przekonywać o oryginalności tego duetu. Kiedy ich słucham od razu widzę pędzący samochód, wspólne śpiewanie z przyjaciółmi i wstęgę drogi. Krzyczy się po rosyjsku i biegnie do przodu. Jesteśmy wciąż zagłuszani przez nagie amerykańskie wokalistki na betonowych kulach, dlatego myślę, że warto czasami rozejrzeć się wokół i poszukać czegoś bardziej niszowego.

5’nizza czyli piatnica czyli piątek. Muszę mówić więcej? Posłuchajcie!

Crystal Fighters
Wiem, że mogę zostać zlinczowana za uczestników tegorocznego Opener’a.  Ale odkryła. Nie lubię należeć do kulturalnych spóźnialskich, jednak Oni zawładnęli mną w grudniu. To brytyjski zespół określany jako dance band. Nie kłócę się, przetańczyłam z nimi w moim mikroskopijnym pokoju kilka godzin. Ale wydaje mi się, że to uwłacza im wartości. Myślę, że muzyka Crystal Fighter ma duszę surfera, pachnącego słońcem ducha wakacji. Po tych wszystkich (tak bardzo white) christmasach potrzebujemy odpoczynku w ich jaskini szaleństwa. Co ważne, inspirują nie tylko samymi dźwiękami. Długie włosy, pióropusze, cekiny, falbany, indiańska biżuteria i ponadczasowe koszule tworzą wizję festiwalowego luzu koniecznie na łonie natury. Latem.
Są wielowymiarowi, nieświadomie podsuwają sposób na życie. Bez stresu, presji, ucisków. Tańczyć i tyle.

RMF classic
Specyficzne dla wychowanków Szkoły Muzycznej jest to, że tolerują, a wręcz cenią sobie klasykę. Jednak, jak wielu uważa, klasycznie nie znaczy poważnie i wcale nie kończy się na Bachu. RMF Classic to dla mnie żadne odkrycie miesiąca, towarzyszy mi od dobrych paru lat. Z przykrością muszę stwierdzić, że cały ten czas wciąż słucham tych samych melodii. ALE grudzień był inny, z wiadomych względów wyjątkowy. Potrzebowałam, jak wody, ciepłego głosu powtarzającego od czasu do czasu christmas w słodkim akompaniamencie fortepianu. Wham troszkę nie pasował do moich ówczesnych kryteriów, dlatego włączyłam Classica. A tam, święta w całej okazałości. Grali od rana do wieczora najpiękniejsze kawałki śpiewane przez Nat King Cole’a, Jimmiego Durante, Binga Crosbiego czy innych mistrzów gatunku. Już teraz skończyli, wracają do ulubieńców sprzed miesiąca. Jednak za rok z pewnością powtórzą i znów będziemy mogli zatapiać się w piernikowym brzmieniu klasyków.

INTERNET

raadzka
Magdalena Kanoniak (w Internecie znana jako raadzka) to wykształcona stylistka (tak, tak, stylistka może być wykształcona), która na swoim kanale na YouTubie dzieli się swoją modową wiedzą. Nigdy nie przepadałam za vlogami, nawet więcej, uważałam że to nuda i strata czasu. Aż tu nagle trafiłam na Radzką, która pokazuje, że kanał na YouTubie nie musi opierać się na bezsensownej paplaninie. Radzka pokazuje stroje dnia, relacjami z wydarzeń, a czasami, siada po prostu przed kamerą i nadaje (to dobre słowo zważywszy na to ile wyrzuca z siebie słów na minutę) o trendach i historii mody. Przez pół godziny gadaniny Radzkiej dowiedziałam się więcej niż ze strzępków informacji, które często pojawiają się w gazetach. Ale, przede wszystkim, w takich vlogach ważna jest osobowość. U Radzkiej możesz poczuć się jak na kawie u dobrej znajomej. Jest uśmiechnięta, zaraża energią i entuzjazmem. Dodatkowo nie kaleczy języka, a z jej filmów zawsze wyniesiesz coś ciekawego. Więc wpadajcie i oceńcie sami!

http://www.youtube.com/channel/UCWT9nrQ7SizjEN8RR7yB9Fg

blog Pawła Bieleckiego
Paweł nie prowadzi bloga modowego, kulinarnego, pseudoartystycznego. Nie chrzani o pogodzie, ani o życiu celebrytów. Paweł pisze bloga o wszystkim. Można więc stwierdzić, że taki blog jest niesprecyzowany, chaotyczny, wręcz nudny. A jednak nie. Facet jest niezwykle autentyczny. To jest, nie wstawia posta bo musi, bo ktoś od niego tego wymaga, bo dawno nic nie pisał. Jego teksty sprawiają wrażenie szczerych, pisanych od serca, na zasadzie, coś mnie wkurwiło, zaskoczyło, zachwyciło, to pisze. Więc możecie przeczytać o naszym złamanym społeczeństwie XXI wieku, o najnowszych technologiach, czy o najlepszych twitterach. Dodatkowo, Paweł pisze w swoim, specyficznym, rozpoznawalnym i lekko ironicznym stylu, który bardzo lubię. Teksty są zróżnicowane, czyta się je świetnie i zawsze wynosi się z nich ciekawą wiedzę. Każdemu kto jest spragniony świeżości w naszej blogosferze, POLECAM.

http://www.pawelbielecki.in/

Kayture
_KTR9788
Czyli blog do patrzenia. Prowadzi go śliczna Szwajcarka Kristina Bazan. Zawsze perfekcyjna, otoczona luksusem, ekskluzywna sama w sobie, kompletnie nieżyciowa. Trafiłam przypadkiem, znana twarz, zdjęcia jak z magazynów, pewnie modelka. Tylko jakaś taka nie najchudsza. Okazała się być tylko blogerką mającą za chłopaka fotografa i zapewne mnóstwo pieniędzy na koncie. W szczegóły jej życia nie wnikam, nie czytam co pisze. Może być niezwykle interesującą, ale ja traktuję ją jak nierealny wytwór mody, niedostępna niczym gwiazda Hollywood. Nikt nie zaprzeczy, że jest symbolem eleganckiej kobiety biznesu. Nie tak jak nasza z lekka ekstrawagancka Jemerced, której czasem coś nie wyjdzie, oklapnie fryzura. To chodzącą doskonałość( która świetnie wychodzi na zdjęciach), dlatego ogląda się z przyjemnością.

http://www.kayture.com/

Zoella
IMG_9096
Jest internetową królową naszego kulturalnego grudnia. Miałam czas kiedy płakałam nad raspberryandred (bynajmniej, nie z żałości), dzień w dzień sprawdzałam posty lovely peppy, śledziłam listę HOT na lookbooku, ale to wszystko było takie niedotykalne, nieruchome, martwe. Nastał czas vlogów, same uległyśmy trendom i złapałyśmy za kamerę. Wydaję mi się, że za moment wrzucanie filmów na youtube będzie tak powszechne jak teraz instagram. Jednak zawsze są lepsi i gorsi. My wielbimy Zoellę. Kiedy zobaczyłyśmy pierwszy film skwitowałyśmy: przesłodzona idiotka. Potem każda w tajemnicy obejrzała kolejny i kolejny i kolejny. I tak zrodziła się miłość, która trwa do dziś. Piękna historia. Faktycznie należy oglądać z dystansem, bo Zoella ciągle się szczerzy i świergocze tym swoim cudownym angielskim o, jakby nie patrzeć, pierdołach, ale uzależnia i poprawia humor.
http://www.youtube.com/user/zoella280390
Zoella ma oczywiście vlogowych przyjaciół (Brytyjczycy jak zwykle są do przodu), którzy właśnie powiększają moją listę kanałów subskrybowanych. To już choroba.

Na prawdę w tym strasznym czasie powrotu do tej strasznej normalności polecamy wam ekstra vlogi ze słodkimi melodyjkami w tle. I życzymy cudownego nowego roku! Z wheremagiem oczywiście.

J&J

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Kulturalny grudzień

  1. Po waszej wzmiance o mnie czuję się jak silnik samochodowy wypełniony nowym olejem, lewituję ponad falami bezprzewodowego internetu z radości. Bardzo dziękuję za taki opis, cieszę się, że moja osoba, mój blog spowodował wystukanie tych paru zdań na klawiaturze. Dzięki! Pozdrawiam!

  2. Z przyjemnością czytam Wasze posty i zawsze coś odkrywam, nabrałam apetytu na Sherlock Holmesa, no i chętnie przeczytam „Leksykon buntowników”M, Cegielskiego, świetne zdjęcia i długa lista ulubieńców z czasów, gdy chciało się do niej dołączyc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s