Nasze skarby, czyli przechwałki szafiarek

Wiatr dzwoni za oknem, herbata już dawno wystygła, zajęcia bolą swoim nadmiarem. Blog, zdjęcia i tekst jako małe umilenie wieczoru. Dzisiaj chcemy Wam pokazać kawałek naszej szafy, a tym samym, jak zwykle, kawałek siebie. Piękne ubrania potrafią poprawić każdy poranek, który widzimy codziennie od 6, jeszcze pod upartą osłoną mroku, czyli zdecydowanie zbyt wcześnie. Zrobiłyśmy zdjęcia ciuchów, które może nie są dla nas najważniejsze, może nie nosimy ich najczęściej, ale jednak, każda z nich z jakiegoś powodu znalazła się w krótkim przekroju przez nasz styl. Nie wiem, czy każdy z Was interesuje się modą. Może niektórzy uważają ją za głupotę, coś bardzo płytkiego, wręcz niepotrzebnego. Jednak ciuchy zakrywają nasze ciała i duszę. Skoro pod nimi jest to co najważniejsze to zapowiedź też mogłaby być ciekawa. Lubię utożsamiać swoje ubrania z własnym wnętrzem. I chyba ma to dla mnie jakie znaczenie, bo pamiętam w co byłam ubrana w ważnych dla siebie chwilach. Pamiętam sukienkę z pierwszego egzaminu z fortepianu, pierwszą, dorosłą spódniczkę, pierwsze koturny, stroje z dyskotek szkolnych, ubrania, które miałam na sobie na każdej pierwszej randce (serio, każdy zestaw) oraz hity stylizacyjne Jagny z gimnazjum, które były dla mnie niesamowicie inspirujące (legginsy+tunika, fuck yeah). Moda stanowi element naszego życia, dlatego też obejrzyjcie kawałki naszej ciuchowej codzienności.

IMG_2711

Za tą sukienką nie kryję się żadna historia. Powiem więcej. Jest zwykła, kupiona ot tak w sieciówce, nawet nie wymarzona, bo po prostu weszłam do sklepu i wzięłam ją. Przeleżała sobie wygodnie w szafie między dwoma innymi sukienkami w kwiatki, a ja, patrząc na ten mix łączki stwierdziłam, że powinnam trochę opanować swoje namiętności co do sukienek, których i tak nie noszę. Aż do czasu, kiedy pierwszy raz ją ubrałam. Stała się moją ukochaną, ulubioną, awansowała z półki na miejsce honorowe na wieszaku. Są takie rzeczy, które są w 100% nasze. Takie miano osiągnęła właśnie ta sukienka. Jest podstawą mojej szafy, bo pasuje mi do wszystkiego. Czy założę ją do martensów, czy do botków, czy do marynarki i wysokich butów. Niczym wyciągnięta z szafy babci zawsze gotowa, by poprawić mi humor. Uwaga. Jeszcze raz zaznaczę, że ta sukienka jest MOJA. Jeśli zobaczę w niej kogoś innego na ulicy, nie odpowiadam za własne czyny.

IMG_2713

Marynarka– historia. Nie noszę jej często i będąc szczerą to nie pasuje mi prawie do niczego… Ale każdy z pewnością ma takie rzeczy w szafie, które za nic nie odda, nie sprzeda, nie wyrzuci. Czy to sweter z dzieciństwa, czy sukienka z jakiegoś sylwestra, już niemodna, ale pełna wspomnień. Ja na przykład do dzisiaj nie mogę się rozstać z moimi rajstopami w kropki, chociaż w niektórych miejscach zaczynają się robić dziurki (można to wziąć za szczyt nonszalancji…). Więc, wracając do meritum, marynarkę miałam na sobie zaledwie kilka razy, ale za każdym z nich ktoś zwrócił na nią uwagę. Lubię nosić na sobie historię. Wiedzieć, że ktoś kilkadziesiąt lat temu w tej samej marynarce przeżywał własne dni, własne chwile, że inne głosy mówiły mu, że ma świetny żakiet. Szczególnie, jeśli był to ktoś bliski. A więc, marynarkę zaliczam do grona małych, unikatowych dzieł sztuki,  nienoszonych, ale jednak ukochanych i bardzo ważnych.

IMG_2717

Podobno buty i torebki to obsesje prawdziwej kobiety… Nie wiem jaka jest kobieta „nieprawdziwa”, ale cieszę się, że nie muszę się nad tym zastanawiać i bez chwili wahania przypasować do tych „prawdziwych”. Torebki to moja obsesja. Nawet nie obsesja konsumenta, bo kupuję je rzadko. Ale uwielbiam na nie patrzeć. Przeglądać w internecie. Dotykać w sklepie. Na tym zazwyczaj się kończy, bo chyba nigdy nie kupiłam torebki, ot tak, w sieciówce. Zawsze szkoda mi pieniędzy, nie mogę się zdecydować na nic konkretnego i w efekcie kupuję sukienkę (patrz- pierwsze zdjęcie). Każda moja torebka jest zdobyta jakimś dziwnym sposobem, ciągnie za sobą tysiące wspomnień, osób, ważnych chwil. Każda jest unikatowa. Na zdjęciu możecie zobaczyć moje cztery ulubione torebki. Czarno- złotą wypatrzyłam w krakowskim vintage shopie, biało-czarna jest z sieciówki (niespodzianka! uległam przecenie w pull&bear na jedyne 30 zł), brązową z frędzlami (to ta, której nie widać tak by the way…) uszył mi znajomy mojej babci, a srebrzystą kopertówkę sprezentowano mi całkiem niedawno i choć mieści się tam tylko telefon i szminka to już dołączyła do grona ukochanych. Zbieram torebki z przeszłością i mam nadzieję na szybkie powiększenie kolekcji.

DSC_0033
Fotografowałam ją 50 razy i chociaż w końcu pokazuję na wieszaku, to wygląda dużo lepiej na mnie (przepraszam, syndrom niskiego poczucia wartości). Może to ta odrobina uczucia, która dodaje jej czaru. Moja mama znalazła ją w secondhandzie (który zdecydowanie króluje na liście najlepszych sklepowych przyjaciół), dała zapewne marne kilka złotych i przyniosła do domu. Jak widać jednak szybko zmieniła właścicielkę i trafiła do mnie -nie dziwota.
Są takie ubrania, które sprawiają, że gdy mamy je na sobie to czujemy się jak ósmy cud świata. Nie mam perłowych sukni ani szklanych pantofelków, ale mam marynarkę, która czyni dzień wyjątkowym. Można patrzeć na moje plecy i snuć fantastyczne wizje o tym tajemniczym innym świecie. Widzicie, tak właśnie objawia się mój altruizm. A ja, troszkę jak mieszkanie Krainy Czarów, przechadzam się po korytarzach chcąc pokazywać z każdej strony. Uwielbiam jej podszewkę alla atłasowe wnętrze XIX-wiecznej walizki, pożółkłą i sztywną metkę z pełnym zawijasów napisem Treatments. Aż czuć zapach starej drewnianej skrzyni na teatralnym zapleczu. Lubię myśleć, że mam w szafie element stroju japońskiej księżniczki. Czuję się zobowiązana kontynuować baśniowe przedstawienie i dlatego to wszystko jest takie niesamowite. To nic, że zostały tylko 2 guziki. Wciąż pobudza wyobraźnie, wciąż zwyczajnie mnie powala.

DSC_0083

Od miesiąca to najlepsze partnerki każdego spaceru. Gubię je wszędzie, a one zawsze wracają. Kocham miłością jaką nie powinno się darzyć przedmiotów. Są cieplutkie milutkie i wcale nie można im zarzucić smutnego koloru! Ja wiem, sama też muszę się rozweselać zimą: białe sweterki, grube skarpetki w niderlandzkie wzory i czerwony kocyk + kakao = zestaw idealny. Ale dajcie im szanse, mają przecież takie ładne białe i czerwone kreseczki, i frędzelki po bokach. A ja zawsze czułam w żyłach indiańską krew, więc jestem w domu.
Wybaczcie tę serię zdrobnień, ale kiedy na nie patrzę to się zwyczajnie rozczulam. Nie mam pieska, nie mam kotka – mam rękawiczki. Wzruszenia całkiem tu na miejscu.

DSC_0061

Zwykle wyrzucamy buty gdy są już za małe, znoszone, znudzone, zepsute. Te chociaż odwiedziły kilka razy szewca bynajmniej nie należą do żadnej z tych kategorii. Wszyscy którzy znają moje, bardzo popularne w świecie, stopy, wiedzą, że w tym przypadku raczej nie mówi się o przymałym obuwiu. To wręcz kpina, nie zmieniłam rozmiaru od czwartej klasy podstawówki. Buty, które widzicie na zdjęciu znalazłam w piwnicy. Przywlokłam do domu i postawiłam z niemym pytaniem przed mamą. Możesz wziąć. Taaak! Co tam, że zużyłam pół opakowania waty – dumnie poczłapałam do szkoły (oczywiście obowiązkowo z odsłoniętymi kostkami). Człapałam, szurałam, powłóczyłam to idealne pasujące określenia do tego jak to faktycznie wyglądało. Nie było wygodnie. Było modnie, oryginalnie (czy możliwe to połączyć?), ciężko i jakoś tak rebel. Aż pewnego słonecznego poranka zachciało mi się pobiegać  (były chmury i spóźniłam się na autobus ) i ruszyłam ochoczo  (jak zwykle z żałośnie podskakującym plecakiem ) w stronę przystanku. Chwilę później podskakiwałam w jednym bucie machając przechodniom skarpetką. Myślę, że jakby rozbudować trochę tę historię to nawet nadawałaby się do wpadek Bravo, ale powierzam ją wam, jako przestrogę.
Jestem chomikiem, nie wyrzucam ich i często zerkam tęskniąc za lookiem Amelii. Jednak wcale elegancji nie dodały, więc zostają w szafie.

Listy koniec, żeby Was nie zanudzić. Trzymajcie się ciepło (paradoks zważywszy na mrożące krew w żyłach poranki) i do zobaczenia niebawem!

JAGNA&JULIA

Advertisements

One thought on “Nasze skarby, czyli przechwałki szafiarek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s